Seleccionar página
Czy wiedzieliście, że spożywanie tapas w hiszpańskim barze może być niebezpieczne? I nie – wcale nie chodzi o to, że przekąski są trujące. Przekonałam się o tym jakiś miesiąc temu, gdy niemal spaliłam sobie buty w barze, w  pewnej górskiej, hiszpańskiej wiosce.

Co więcej –  “agresorowi” zrobiłam zdjęcia i nie zawaham się ich upublicznić. Tak na poważnie – jak to zimą- powraca temat pogody i sposobów na ogrzewanie się tutaj, na południu Europy. W zeszłym roku  na blogu pojawił się wpis pt. Jak przeżyć andaluzyjską zimęW humorystyczny sposób opowiedziałam o dogrzewaniu się w regionie, w którym nie istnieją kaloryfery.Dziś opowiem historię pachnącą…przypaloną podeszwą od butów, nawiązującą do tamtego tematu.  A oto i on: sprawca całego zamieszania.

Tu akurat węgiel już się nie żarzył, więc gdybym tam usiadła, niechybnie bym zmarzła 
Można by go nazwać zwyczajnie grzejnikiem. Ale nie. Ja wolę nazywać rzeczy po imieniu. To żarzące się węgle wrzucone pod stół celem ogrzania stóp klientów baru X w miejscowości Y.
Do baru przyszłam zmarznięta chłodnym, górskim wiatrem. Wówczas wydawało mi się, że lokal też jest jakiś chłodnawy. Usiadłam do stołu i po chwili – od stóp – poczułam przypływ gorąca.  Poczułam też lekki swąd pieczonej gumy, który okazał się zapachem przypiekanych węglowym żarem podeszw od butów.
O węglach pod stołem – jako tradycyjnej metodzie ogrzewania w Hiszpanii – słyszałam od dawna. Ale nigdy nie miałam okazji zobaczyć. Nic dziwnego- w wielu domach takie grzejniki wywołały pożary, oparzenia stóp i podtrucia tlenkiem węgla.
I choć było to bardzo gorące spotkanie z przeszłością, czasem fajnie oderwać się od współczesnych gadżetów i zdziwić się…gorącymi węglami.

PS. zdjęcie nr 1 (CC)przedstawia kolejny gorący hiszpański wynalazek –  to queimada, galicyjski napój “na czarownice” i przeciw innym złym duchom:)