Kawiarnia w Lizbonie

W jednej z lizbońskich kawiarni

Z pisaniem o apetycznym jedzeniu jest jeden duży problem. Mogę być najedzona, a i tak przygotowując tekst i obrabiając zdjęcia owocowych babeczek, grillowanych kiełbasek, czy smażonych kalmarów zaczyna pojawiać się u mnie obsesyjna myśl, żeby podejść do lodówki i coś przekąsić. Gdybym była krytykiem kulinarnym to nawet godziny ćwiczeń z Ewą Chodakowską nie uchroniłyby mnie od sporej nadwagi – jadłabym na okrągło: testując dania i podjadając cokolwiek się da pisząc na ich temat. Dziś będę walczyć z pokusą podjadania przed obiadem kończąc moją opowieść o smakach Portugalii.

Wołowina na kamieniu

Ten podrozdział nie jest dla wegetarian. Będzie o mięsie. Dużej, ilości mięsa. Portugalia jakoś nigdy mi się z nim nie kojarzyła, choć podobno powinna. Dla mnie to przede wszystkim kraj ryb i owoców morza.

Tamtego pięknego, sobotniego popołudnia byłam na Wyspie Tavira w południowej Portugalii. Ze wszystkich stron otaczały nas granatowe fale Atlantyku. Od rana marzyłam o tym, by zanurzyć zęby w świeżo złowionej i grillowanej rybie.

Wyspa Tavira w Portugalii

Jedna z plaż portugalskiej Wyspy Tavira

Tymczasem mój portugalski kolega Joao zaproponował carne na pedra. Początkowo nie byłam przekonana do tego pomysłu. Siedzieliśmy w cudownym barze na plaży, na wprost naszego stolika pluskały się w akwarium homary i inne morskie wąsacze nieświadome, że najchętniej to zobaczyłabym je wszystkie na moim talerzu. Wydawało mi się, że zamówić w takim miejscu danie mięsne, to jak poprosić o baraninę w smażalni ryb w Darłówku.

Ostatecznie dałam się przekonać. Koledze, nie homarom. Ze szczyptą przesady i dramatyzmu powiedziałabym, że carne na pedra w tamtym lokalu to był “kawałek surowej wołowiny o ciężarze połowy dosadnej krowy, który sama musiałam sobie zgrillować na rozgrzanym kamieniu”.

Portugalski obiad

Carne na pedra, czyli wołowina grillowana na rozgrzanym kamieniu

Młodziutki kelner przyniósł mi najpierw solidny plaster surowej wołowiny. “Wisienką” na wołowym torcie był kawałeczek masła ziołowego. Zaraz potem postawił przede mną drewnianą tacę na której dymił rozrzażony, kwadratowy kamień.

Szczerze mówiąc, to nie wiedziałam jak się do tego zabrać. Grillować w całości? Kawałkami? Jak długo Wątpliwości rozwiał J., który z przeciwnej strony stolika zaczął kroić mój plaster mięsa, by następnie delikatnie dociskać go chwileczkę ze wszystkich stron do kamienia.

Spodobało mi się takie własnoręczne przygotowanie obiadu. Ależ apetycznie rozpływało się na kawałkach mięsa to ziołowe masełko. A jak pachniało!

Co ze smakiem? Podobno w trakcie jedzenia moja twarz wyglądała jak twarz pięciolatka zachwyconego wizytą Świętego Mikołaja. To chyba mówi wszystko.

Dorsz na tysiąc sposobów

Dorsz, czyli bacalhau, to flagowe danie Portugalii. Nie powiem Wam jednak, jak smakuje, bo nie skończyłabym pisać do wieczora, a mam jeszcze dziś dużo pracy. Żartuję, oczywiście. Chodziło mi jednak o to, że Portugalczycy potrafią przyrządzić tą rybę na setki sposobów. A może i nawet na tysiące.

Dorsz w Portugalii

Portugalczycy mają podobno 365 przepisów na dania z dorsza

Za każdym razem, gdy odwiedzam ten kraj, próbuję bacalhau zrobionego w inny sposób. Póki co moim ulubieńcem jest danie zwane “Bacalhau com natas”, czyli “dorsz w śmietanie”. Nie sugerujcie się jednak nazwą. Tak naprawdę jest to dorsz zapiekany wraz z ziemniaczkami i oliwkami w sosie beszamelowym. “Uwielbiam” to za mało powiedziane!

Portugalia na słodko

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o kawie i słodkościach. O najsłynniejszych portugalskich ciastkach, Pastéis de Belém, pisałam mniej więcej miesiąc temu. Okazuje się jednak, że nie samymi budyniowymi babeczkami Portugalia stoi.

Myślę, że miałabym ogromny problem z nadwagą, gdybym mieszkała w Lizbonie, czy w Porto. Lepiej więc, jeśli zostanę w Sewilli, bo choć jestem fanką większości deserów, to andaluzyjskie wypieki mnie specjalnie nie przekonują. Bardzo tęsknię przede wszystkim za ciastami drożdżowymi.

Radzę sobię jakoś piekąc czasami w domu, choć niestety ani rabarbaru (- Rabarbar, a co to jest rabarbar?!), ani porzeczek nie mam szansy kupić w żadnym sewilskim sklepie. Nici więc z moich ulubionych pleśniaków i placków drożdżowych.

Desery portugalskie

Portugalia słynie ze swoich deserów

Portugalskie cukiernie kuszą za to olbrzymią różnorodnością ciast, tart i drożdżówek. Podawane są zarówno na słodko, jak i słono (w tej kategorii moim faworytem jest bułka z pikantną, papryczkową kiełbasą chorizo), niektóre tarty kuszą wszelkimi kolorami świeżych owoców.

Skoro jest deser, to musi być i kawa. Zresztą Portugalczycy wypijają w ciągu dnia nieprzyzwoite ilości tego napoju. Zupełnie tak jak ja. Na to wszystko pracownicy kawiarni są niezwykle uprzejmi i nie śmieją się prosto w twarz z nieporadnych językowo turystów takich, jak ja, zamawiających kawę galão  “z małą ilością mleka” (to tak, jakby poprosić w Polsce o “latte z odrobinką mleka”, albo – z pewną dozą przesady- “kawę z mlekiem bez mleka”).

Parafrazując pewne znane zdanie, nie pozostaje mi nic innego, jak…

Keep calm

I taki właśnie mam plan!

Czytajcie uważnie moje “portugalskie” wpisy z tego i przyszłego tygodnia. Dzięki Wydawnictwu ExpressMap, wielkimi krokami nadchodzi “lizboński” konkurs!