Seleccionar página
Ciasto z malinami

Portugalskie słodkości są powalająco pyszne i apetyczne

Popularne przysłowie mówi, że droga do serca wiedzie przez żołądek. Kocham Portugalię i wszystko, co portugalskie. Kocham ten ich szeleszczący język, zachody słońca na Przylądku św. Wincentego, mojego portugalskiego nauczyciela, piwo Sagres i budyniowe babeczki z lizbońskiego Belém. Nie mam wątpliwości, że moja platoniczna miłość do tego kraju ma swoje początki właśnie przy stole.

Gdzie dziś jemy obiad? W Portugalii!

No więc wszystko zaczęło się przy portugalskich stołach. Wiecie, takich z plastikowymi krzesłami, czasem lekko koślawymi i nakrytymi papierowymi obrusami (jeśli w ogóle).

Bo ja to wyznaję zasadę, że na południu Europy warto stołować się w niepozornych z wyglądu knajpkach obleganych przez miejscowych. Gdziekolwiek jestem, ufam, że to właśnie oni wiedzą najlepiej, gdzie jest smacznie i niedrogo.

Turystów nierzadko wabi się do barów wymuskanymi i pięknymi wnętrzami i wymuszonymi uśmiechami obsługi. Potem często (na szczęście nie zawsze!) okazuje się, że było drogo i niekoniecznie smacznie.

Śniadanie w Portugalii

Niepozorne z wyglądu portugalskie knajpki bardzo często serwują przepyszne i niedrogie jedzenie

Warto wybierać skromne miejsca, w których kelner zapewne nie będzie znał żadnego języka obcego, a karta dań to świstek papieru napisany w nieznanym nam języku. Gdy nie wiem, co zamówić, zaglądam dyskretnie sąsiadom ze stolika w talerze i proszę “oo, to, to!”, czyli danie, które zachęciło mnie swoim wyglądem.

W Portugalii zaczęłam bywać dość często od czasu, gdy sześć lat temu przeprowadziłam się do Sewilli. Od andaluzyjsko-portugalskiej granicy dzieli mnie zaledwie 1,5 godz. jazdy samochodem. Zaczęło się więc od krótkich, jednodniowych wypadów na obiad i popołudniowego plażowania.

Algarve w Portugalii

“Pocztówka” z portugalskiego Algarve

Przez dłuższy czas Portugalia kojarzyła mi się tylko z dobrym jedzeniem i plażami. Dopiero z czasem i kolejnymi, nieco dłuższymi już wizytami, zaczęłam dostrzegać urocze kolorowe kafelki pokrywające fasady starych kamieniczek, kwitnące na drzewach migdały, zapierające dech w piersi krajobrazy. Polubiłam też Portugalczyków, którzy podobnie jak Hiszpanie są bardzo gościnni i otwarci, ale w odróżnieniu od swoich żywiołowych sąsiadów są bardziej stonowani, spokojni i skromni.

Przekąskowy raj

Chwała temu, kto wymyślił portugalski zwyczaj serwowania przed posiłkami przekąsek. Ileż to razy siadałam w Hiszpanii/ Polsce/ gdziekolwiek indziej na świecie do stołu i z desperacją w zgłodniałym żołądku oczekiwałam na pojawienie się zamówionego dania. No dobrze, czasem w naszych polskich knajpkach pojawiają się ogóreczki, chleb i smalec, ale nie jest to standard. W Hiszpanii na “dzień dobry” pojawiają się co najwyżej oliwki i chrupiące chlebki.

Przekąski portugalskie

Rybne pasty, oliwki, masło i chleb. Czyli portugalskie przekąski

W Portugalii standardem jest, że nim tylko zdążymy wygodnie usiąść, na stole ląduje całkiem spora liczba przekąsek. Co prawda trzeba za nie dodatkowo zapłacić (w Andaluzji oliwki są zazwyczaj za darmo), jednak dla mnie warte są (prawie) każdej ceny.

Co wchodzi w skład takich przekąsek? Nic bardzo wyszukanego. Najczęściej są to świeżutki wiejski chleb, masło z morską solą i pasty rybne (w tym moja ulubiona tuńczykowa i sardynkowa!). Są też oliwki, koniecznie z pestkami, bo inaczej tracą część swojego smaku. Bardzo często pojawia się również na stole przepyszny kozi ser –  z zewnątrz  twardy, a wewnątrz cudownie kremowy, idealny do rozsmarowania na pajdzie chrupiącego chleba.

Portugalskie przystawki

Portugalskie przystawki

Atlantyk w kociołku

Jeśli pierwsze stadium zakochania w Portugalii zaczęło się wraz z kawałkiem chleba z pastą sardynkową, to pogłębienie miłości nastąpiło wraz z degustacją dania o dość egzotycznej nazwie cataplana. To taki portugalski klasyk, musicie spróbować!

Cataplana Portugalia

Cataplana, czyli jeden z gastronomicznych symboli Portugalii

Cataplana nie jest jedynie nazwą potrawy, ale także dziwacznego kociołka-samowaru, w którym się ją przyrządza. Wygląda trochę jak miedziany globus, w którym dwoma klamrami spina się obie “półkule”. Na zdjęciu powyżej brakuje drugiej, identycznej połówki naczynia.

We wnętrzu cataplany gotuje się najczęściej dary Atlantyku – filety z dorsza, halibuta, kalmary, krewetki, ośmiorniczki wraz z warzywami. Palce lizać!

Sardynkowy raj

Moja rosnąca miłość do Portugalii została wystawiona na ciężką próbę wraz z pierwszą degustacją ich osławionych grillowanych sardynek. Gdzieś tam na wybrzeżu Algarve, w przesympatycznej knajpce (i tutaj by pasowało dopisać “z widokiem na Atlantyk”, ale niestety bym skłamała), zaserwowano mi gigantyczne ryby, które w niczym nie przypominały naszych małych, polskich sardynek. No okey.

Grillowane sardynki

Grillowane sardynki

Zabieram się za rybę, a tu okazuje się, że nim wezmę do ust pierwszy kęs, będę musiała powalczyć najpierw z jej wnętrznościami. Na początku myślałam, że może miałam pecha. Że może praktykujący w kuchni chłopak zapomniał o usunięciu flaczków akurat moim sardynkom. Ale nie. W Portugalii już zawsze będę musiała sobie sama patroszyć te ryby. Taki standard i tyle. Patroszenie sardynek nie jest za apetyczne, ale gra jest warta świeczki. Uwielbiam ich smak i zapach.

Wieczorne spacery po Lizbonie pachną grillowanymi sardynkami. Przy drzwiach miejscowych knajpek zobaczyć można co jakiś czas dymiące grille. Nic tylko siadać i jeść.

Koniec cz. 1.