pisanewsewilli

Pora na podsumowanie listopada

Bywają takie tygodnie, że blog zamiast rozkwitać, zaczyna zachodzić pajęczyną. Natłok zajęć sprawił, że przez ostatnie kilkanaście dni brakowało mi na pisanie zarówno czasu, jak i sił. Dość! Czas na odkurzanie – zarówno bloga, jak i wspomnień. Jak nakazuje blogowa tradycja, początek każdego miesiąca to czas na podsumowanie minionych 30 dni. Wsparciem przy podsumowaniu tego, co działo się u mnie w listopadzie będą wybrane zdjęcia, które opublikowałam na profilu na Instagramie.

1. Z wizytą na cmentarzu

Listopad rozpoczęłam- jak pewnie większość z Was – wizytą na cmentarzu. 1 listopad to czas zadumy, wspomnień i – odkąd mieszkam w Sewilli – także dzień rozpoczęcia sezonu na pieczone kasztany. Jeśli w Paryżu “najlepsze kasztany są na Placu Pigalle”, to w Sewilli najsmaczniejsze sprzedaje stary cygan pod bramą cmentarza. To u niego kupuję co roku tutkę ze skwierczącymi jeszcze z gorąca kasztanami.

Kasztany kasztanami, ale jakie wieńce kładą sewilczycy na grobach swoich bliskich! Ku mojemu zdziwieniu, mało kto zapala na grobach znicze. Dużo popularniejsze jest dekorowanie płyt grobowych wieńcami w kolorze i kształcie herbów ukochanych drużyn piłkarskich.

Cmentarz w Hiszpanii

Herby piłkarskich drużyn, czyli…cmentarne wieńce

Przed bramą cmentarną w Sewilli można kupić kwiatowe herby FC Sevilli, Realu Madryt i Betisu Sewilla.

2. Robi się pomarańczowo

Listopad i jesienna depresja? Nic z tych rzeczy! Nie dość, że wciąż jest ciepło słonecznie, to jeszcze na drzewach zaczęły pojawiać się owoce pomarańczy. Chodzi o gorzkie pomarańcze, które rosną w obrębie wielu hiszpańskich miast. W listopadzie ich owoce są już sporych rozmiarów, choć nadal są zielone i niedojrzałe. Pomarańczowo zrobi się mniej więcej na Boże Narodzenie.

Hiszpańskie pomarańcze

W listopadzie pomarańcze były jeszcze zielone

W odróżnieniu od gorzkich pomarańczych rosnących w miastach, te zwykłe, “jadalne” owoce są już w sadach gotowe do zbiorów.

W związku z tym, że ruszył sezon na pomarańcze, urządziłyśmy z koleżankami całonocną fiestę, której motywem przewodnim były te owoce. Póki co nie napiszę nic więcej, bo szykuję na ten temat osobny wpis.

Wino z pomarańczy

Wino z pomarańczy domowej roboty

Dziś opublikuję tylko fotkę z naszym słojem wypełnionym domowej roboty winem z pomarańczy. Przepis na niego oraz inne szczegóły z “Pomarańczowej Nocy” pojawią się na blogu już za kilka dni.

3. Odpoczynek na Costa del Sol

Drugi weekend listopada spędziłam na Costa del Sol, a dokładanie we Fuengiroli. W ciągu tych trzech dni słońce świeciło i grzało tak mocno, że ciężko czasem było uwierzyć, że to już końcówka roku.

Zrobiłam sporo zdjęć i już szykuję kilka wpisów poświęconych temu zakątkowi Andaluzji. Podpowiem Wam w nim, jakie miejsca warto odwiedzić (niekoniecznie dosiadając osiołka z Mijas) i gdzie na Costa del Sol nocować.

Osiołkowe taksówki

Mijas słynie z osiołkowych taksówek

4. Trochę inne tapas

Poniższe zdjęcie nie przeszło w listopadzie cenzury. Pierwszy raz używam więc w podsumowaniu miesiąca fotografii nieopublikowanej wcześniej na Instagramie. Czemu? Hmm, jakby to ładnie ująć…?

We Fuengiroli trafiłam na Święto Tapas. Nic nadzwyczajnego, powiecie. Fakt, podobne imprezy odbywają się w całej Hiszpanii dość często. Różnica polega na tym, że było to Święto “Erotycznych” Tapas. Każda przekąska, którą serwowano w lokalach biorących udział w święcie musiała mieć odpowiednie kształty.

Tapas we Fuengiroli

Fuengirola jest organizatorem Święta “Erotycznych” Tapas

Wierzcie mi, wybrałam do publikacji chyba najsubtelniej wyglądającą przystawkę.

5. Polka w Marbelli

Spacerując ulicami Marbelli natrafiłam na knajpę o nazwie “La Polaca”, czyli “Polka”. Szyld reklamowy lokalu przedstawia dwie osoby zajadające się churros z czekoladą, choć możnaby spodziewać się raczej, że będą pałaszować…bigos.

Marbella

La Polaca, czyli lokal w Marbelli

Nie dowiedziałam się niestety skąd wzięła się ta nazwa. Mam jednak podejrzenia, że nie chodzi o nas, Polki, tylko o…panie z Katalonii. Z dość niejasnych powodów Hiszpanie nazywają mieszkańców Katalonii (czyli Barcelony i okolic) “Polakami”. Jedni mówią, że to przez zbieżność w historii, inni – że dla Hiszpanów język kataloński brzmi równie dziwnie, co język polski…

6. Good Things Happen Over Coffee

…czyli: “Dobre Rzeczy Dzieją Się Przy Kawie”. Nawet nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy usłyszałam to zdanie. Być może był to slogan reklamowy jednej z sieciowych kawiarni?

Jakby nie było, zgadzam się. Widać to również na moich zdjęciach na Istagramie. Sporo u mnie zdjęć filiżanek z kawą.

Kawa w Hiszpanii

…kawa, kawusia, kawunia!

Odnoszę wrażenie, że kawę fotografuję częściej niż cokolwiek innego. Mam nadzieję, że i w 2014 r. nie zabraknie “kawowych” ujęć na Instagramie, bo będzie to oznaczać, że “działy się u mnie dobre rzeczy”…

Pora pożegnać listopad i z uśmiechem na ustach przywitać grudzień. Uwielbiam ten miesiąc. Uwielbiam przygotowania do Bożego Narodzenia, zapach pierniczków unoszący się w domu, moment mozolnego lepienia pierogów z grzybami, pakowanie prezentów, kupowanie i strojenie choinki…

To już rok, jak nie byłam w Polsce. Bardzo się cieszę, że już za tydzień znów zobaczę moją Bydgoszcz. W planach na drugą połowę grudnia i początek stycznia mam wizytę w Gdańsku, Sopocie, Toruniu, Warszawie i Zakopanem. Na miesiąc pożegnam słońce, dojrzałe pomarańcze, weekendowe wypady nad ocean i tapas. Mam nadzieję, że w zamian spadnie śnieg i będę mogła ulepić przynajmniej kilka bałwanów.