Barcelona

Zapraszam dziś do wirtualnej wizyty w Barcelonie

Dość niespodziewanie – przede wszystkim dla mnie samej – poleciałam wczoraj na kilkanaście godzin do Barcelony. Dałam się namówić na “udział” w projekcie pewnego amerykańskiego podróżnika, który od ładnych paru lat inspiruje i zaskakuje tysiące ludzi na całym świecie. Dziś zapraszam więc na muzyczny spacer po…sześciu kontynentach.

Ale o co chodzi?

Nim opowiem Wam o doświadczeniach z Barcelony, koniecznie obejrzyjcie poniższy filmik (z włączonymi głośnikami!). Podejrzewam, że wielu z Was już go zna – od czasu, gdy ukazał się na You Tube w 2008 r. obejrzany został prawie 40 milionów razy (!)…

Głównym bohaterem jest Matt, chłopak z Connecticut, którego pasją i pracą jest…podróżowanie po świecie. Póki co brzmi dość zwyczajnie, prawda? 

Sympatię i sporą popularność zdobył pociesznym “tańcem”, który wykonywał wszędzie tam, gdzie się pojawiał: od lodowców Antarktydy, przez hawajskie plaże, Wyspy Wielkanocne, Mur Chiński, Plac Zamkowy w Warszawie, aż po lasy tropikalne Ugandy. Następnie montował filmiki, dorzucał podkład, wrzucał do Internetu i…No właśnie, co dalej?

Barcelona

Matt w akcji

Okazało się, że to, co robił było bardzo inspirujące dla innych: by realizować marzenia, by cieszyć się życiem, by podróżować, poznawać nowych ludzi i nowe kultury.

Zainteresowanie tym, co robił było tak duże, że znalazł się sponsor, który opłacił mu kolejne dwie podróże dookoła świata w trakcie których mógł kontunuować tańce i “zarażanie” nimi innych. Rezultat wygląda właśnie tak, jak na filmiku poniżej…

Co z tą Barceloną?

Na 2011 r. postawił sobie kolejny cel: objechać kulę ziemską jeszcze raz i zaprosić innych do wspólnego tańca. Tym razem w każdym miejscu proponuje inny układ choreograficzny.

Nie istnieje żaden grafik. Nigdy nie wiadomo, w której części świata się pojawi. Aby móc uczestniczyć w nagraniach do kolejnego filmiku należy zapisać na na specjalną listę poprzez jego stronę internetową. Dzięki niej można otrzymać emaila ze wskazówkami odnośnie czasu i miejsca kolejnego spotkania.

Matt w Barcelonie

Na miejsce przyjechał z wielką torbą, gdzie czekało na niego całe grono dziennikarzy

O Barcelonie dowiedziałam się w piątek, a nagranie miało mieć miejsce w niedzielę. Nie dał jak widać wiele czasu do namysłu. Może to i lepiej? Dałam się namówić i w niedzielę wczesnym ranem lecieliśmy już do Barcelony.

Jako miejsce nagrania zostało wybrane Wzgórze Montjuïc. Już pół godziny przed czasem w okolicach fontanny kręciły się spore tłumy. Spotkałam kilku Polaków, Amerykanów, Niemców, Słowaka, który był wcześniej na nagraniach w Bratysławie, a nawet Chińczyka, który jakiś czas temu tańczył z Mattem w…Emiratach Arabskich. W sumie przyszło jakieś pół tysiąca osób i kilkunastu dziennikarzy.
Barcelona

Na placu było wesoło i tanecznie

Całe spotkanie trwało nieco ponad dwie godziny. W choreografii pogubiłam się na samym początku, więc szybko postanowiłam zająć się robieniem zdjęć. Trochę żałuję, że nie wystąpię z finałowym filmie, który zostanie opublikowany na początku przyszłego roku, ale i tak cieszę się, że tam byłam.

Ukoronowaniem “błyskawicznej” wizyty w Barcelonie był spacer po głównym deptaku miasta – Rambli.

La Rambla

Spacerując po Rambli

A tam…jak zawsze: budki z kwiatami, chomikami, pocztówkami, mrożonymi sokami i…mój hit, z sadzonkami kalafiora. No, ale o wszystkich kolorach i dziwactwach Rambli opowiem przy następnej okazji. W końcu po dłuższej przerwie nadal mam dla Was zaległą opowieść z Salamanki