Seleccionar página
Horchata

Horchata to typowy napój Walencji i okolic. Fot (cc) – duncan

Jest początek lipca i z sewilijskiego nieba leje się żar.  Chociaż nie. Słowo “leje” jest jak obietnica orzeźwiającego deszczu. Może nawet burzy. Po nich jednak ani śladu. Nad rozgrzanym asfaltem majaczą opary gorącego powietrza, które kojarzą mi się z reportażami z Sahary. W mieszkaniu atmosfera też dość tropikalna – klimatyzacja od kilku dni coś jakby niedomagała. A termometr? Ten pokazuje, że dziś się nieco ochłodziło – “tylko” 39ºC.  Mogło być gorzej. Ale żar jak wisiał, tak wisi nad stolicą Andaluzji. Jak wyrok, co go to nawet niektórzy lubią. 

Dobrze, że tylko tymczasowy jest ten wyrok. Z drugiej jednak strony- wydawany jest co roku. Byle dotrwać do października i znów nastanie przyjemne 20ºC.

Jesień w Andaluzji

Jesień w Andaluzji, czyli w końcu można posiedzieć na plaży bez upałów i tłumów

Marząc o jesieni (andaluzyjskiej, oczywiście), pomyślałam O NIEJ: zimnej, orzeźwiającej i o dziwnym smaku mleczno – słodko – ziemniaczano – ziemistym.

Horchata (po polsku “orszada”), to tradycyjny napój z okolic Walencji. Kto jej nie spróbuje odwiedzając wschodnią Hiszpanię, to jakby nie zobaczył flamenco podczas pobytu w Andaluzji albo nie posmakował gotowanej ośmiornicy zwiedzając Galicję.

Hiszpańska horchata

Wygląda apetycznie, prawda? Fot.(cc) – kern.justin

A jak ze smakiem? Jeszcze kilka miesięcy temu szłam w zaparte, że jest niedobra. Że smakuje jak  rozcieńczony napój z nieugotowanych ziemniaków*. A wszystko przez wspomnienie tamtej horchaty sprzed jedenastu lat na Costa Brava.- Co to za glinianka w tym kubku?

I czemu to tak dziwnie pachnie? – zapytała z grymasem na twarzy koleżanka Aga.- Nie wiem co to właściwie jest. Horchata się nazywa – taki lokalny przysmak – po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że napój faktycznie pachnie i wygląda jak rozpuszczona w wodzie glina.

Horchata

Jak glina? Fot.(cc) – dlothebigasian

Nie wiem, czy zadziałała psychika, czy tamten napój faktycznie był niedobry. Albo może kubki smakowe nie  były jeszcze dostrojone do smaków Hiszpanii? Nie polubiłyśmy się z mrożoną orszadą. Na miłość przyszedł czas dopiero całą dekadę później. I pierwsza po latach randka wypadła w “stolicy” tego napoju, Walencji.

Orszada

Będąc w Walencji nie mogłam sobie odmówić skosztowania horchaty

Kończąc kilkudniową wizytę w Walencji postanowiłam się skusić. Spacerując po centrum miasta skierowałam kroki do kultowej niemal “Horchateria de Santa Catalina” (dosłownie “Orszadownia” św. Katarzyny. Jest to bar specjalizujący się w orszadach).

– Skoro od dwustu lat serwują tutaj orszady, to chyba coś w tym miejscu i ich napojach musi być? – myślałam przełykając pierwszy łyk. I co? Zimne. Ziemiste. Ale dobre. Lekko słodkie. Orzeźwiające. DOBRE!

Jak nakazuje “tradycja”, do orszady zamówiłam podłużne ciasteczka zwane “fartons”, które same w sobie nie mają nic nadzwyczajnego, ale razem komponują się świetnie.

Horchata i fartóns

Do horchaty warto zamówić ciasteczka zwane fartóns. Fot (cc) – Ana*

– No dobrze – powiecie – ale co to jest ta horchata?

Horchata to napój, który przygotowuje się z wody, cukru i migdałów. Ale nie tych, które znamy z paczuszek z bakaliami. To migdały ziemne (cibora jadalna) zwane w Hiszpanii chufas.

Ich uprawę w okolicach Walencji wprowadzili Arabowie podczas kilkusetletniej dominacji nad Półwyspem Iberyjskim, choć podobno napojem z migdałów ziemnych opijano się już w…starożytnym Egipcie.

Migdały ziemne

Chufas, czyli migdały ziemne. Fot (cc) – palm z

Prawdziwą stolicą horchaty jest Alboraya – obecnie w granicach miasta Walencji, choć kiedyś była to osobna wioska. Nic więc dziwnego, że właśnie w tej części miasta odnajdziemy orszadowe “zagłębie”, w tym aleję…Orszadową.

Wzdłuż alei znajduje się mnóstwo barów z orszadą, w tym jedna – słynna także poza granicami Walencji – Horchatería Daniel, w której napojem raczy się sam Salvador Dalí.

A jeśli kogoś nie przekonuje mój opis…Jedna z legend mówi, że nazwa “horchata” wywodzi się ze zlepku hiszpańskich słów “oro” – złoto oraz “chata” – dziewczyna. Kilka wieków temu jeden z panujących monarchów miał w ten sposób zachwalić orszadę, którą podała mu pewna wiejska dziewczyna: “Esto no es leche de chufa, esto es oro, chata” (“To nie jest mleko z migdałów, to jest złoto dziewczyno!).

Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć smacznego! A kto orszady nie lubi…może chociaż na fartons się skusicie?

*Nie wiem, jak smakuje napój z nieugotowanych ziemniaków, ale mam swoje podejrzenia!

** Tekst napisałam w większość w przeddzień publikacji…jak na złość (szczęście) dziś temperatura jest zupełnie inna. Od ponad dwóch tygodni w końcu nie trzeba włączać klimatyzacji…