Seleccionar página
Byliście kiedyś na końcu świata? Tak się składa, że wczoraj zaliczyłam trzeci koniec świata w moim życiu. Ba! Trzeci w tym roku! I żyję, mam się dobrze…bo oczywiście chodzi tu tylko o te miejsca, które w czasach starożytnych uważane były za granice kuli ziemskiej.  

Za każdym razem było wietrznie, a nawet bardzo wietrznie.Huczało, dudniło, świszczało, “urywało głowy”. A widoki z urwistego wybrzeża na spieniony ocean były dość porażające. Nic dziwnego, że przebywający tu wieki temu Rzymianie myśleli, że w takich miejscach jak te kończy się bezpieczny, cywilizowany świat.

Przenieśmy się dziś do Finisterry, jednego z legendarnych hiszpańskich przylądków znajdujących się w mrocznych okolicach galicyjskiego Wybrzeża Śmierci (Costa da Morte).


Właściwie możnaby powiedzieć: – Ee, tam. To tylko urwisko, ocean i wiatr. Nic specjalnego.


A jednak. Finisterra mnie zafascynowała. Ma w sobie coś mistycznego i tajemniczego, że jestem nawet skłonna uwierzyć, że jest to w pewnym sensie koniec świata. Albo koniec dawnego świata, dawnego życia. Choćby dla niektórych. I wcale nie chodzi o zdumiewające krajobrazy. Ani nawet o to, że u stóp niebezpiecznych wód przylądka zatonęło na przestrzeni wieków tysiące marynarzy.

Finisterra to miejsce, w którym można spotkać pielgrzymów z całego świata. Wielu z nich pokonało pieszo kilkaset kilometrów, by dojść do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela. Potem, część z nich postanowiła iść dalej, do Fisterry, by dokonać symbolicznego rytuału oczyszczenia. Polega on na spaleniu swojego ubrania i kąpieli w oceanie.

Na przylądku nie brakuje więc symboli związanych z pielgrzymami. Największe wrażenie robi ogromny słup, na którym przywiązane są buty, koszulki, poszewki od śpiworów oraz inne przedmioty które przez długie tygodnie służyły w wędrówce.

Jest też czerń. Czerń spalonej ziemi i zwęglonych roślin. Mimo, iż rytuał palenia został zakazany, wciąż wielu pielgrzymów w ten sposób chce zakończyć ten etap swojego życia…

 

Gdzie jeszcze na Półwyspie Iberyjskim znajduje się “koniec świata”? Mi znane są dwa miejsca, choć podobno jest ich więcej:
1. Gibraltar: tutaj znajdują się olbrzymie słupy mitycznego Herkulesa, symbolicznie oddzielające świat ludzi i potworów morskich (patrz: granica między Oceanem Atlantyckim, a Morzem Śródziemnym).
2. Cabo de Sao Vicente (Portugalia): podobnie jak w hiszpańskim Finisterre, ze skalistego i wietrznego wybrzeża widać jedynie niekończący się błękit oceanu, poddając w wątpliwość, czy tam, gdzieś daleko znajduje się jeszcze Ziemia???….
Fisterra, Gibraltar i Cabo de Sao Vicente to jak mawiali Rzymianie: “tam, gdzie umiera słońce”….podobno nigdzie indziej zachód słońca jest równie przejmujący…