Seleccionar página
Marzec 2007. Moje pierwsze Semana Santa w Sewilli. Minął zaledwie tydzień od przeprowadzki do stolicy Andaluzji. Wszytko wokół wydaje się ciągle obce, inne, dziwne, choć zarazem fascynujące: otoczenie, ludzie, zapachy, język. Na dodatek miasto żyje wydarzeniem- obchodami Wielkiego Tygodnia-o którym miałam tylko mgliste pojęcie. Sewilla wyglądała zupełnie inaczej niż jeszcze tydzień wcześniej: tłumy w centrum, pokutnicy  poprzebierani w dziwne stroje, zapach kadzidła. Nawet większość sewilijskich firm pozwala wyjść swoim pracownikom o 14:00. Postanawiam  więc wtopić się w otoczenie, by tak jak setki tysięcy osób, przeżyć ten tydzień oglądając procesje. 

Bez specjalnych przygotowań, ruszam w miasto. Jest Niedziela Palmowa. I…katastrofa! Za radą hiszpańskich znajomych, ubrałam się bowiem bardzo elegancko, wkładając nawet wbrew przywyczajeniom buty na obcasach. W końcu skoro mieszkam w Sewilli, chciałam wyglądać jak tubylcy, a nie jak turyści w kolorowych szortach i sandałkach. Okazało się jednak, że miałam niewielkie pojęcie o tym, co mnie czeka. Gdybym wiedziała…buty na obcasie byłyby ostatnią rzeczą, którą bym ubrała!  Zastanawiam się, jak tutejsze kobiety wytrzymują kilkanaście godzin chodzenia na szpilkach po nierównych i wyboistych uliczakach!

Semana Santa (poza kilkoma wyjątkami) nie jest siedzeniem i czekaniem na procesje na wygodnych krzeselkach. To nie opera, gdzie widz oczekuje na kolejne odsłony przedstawienia. Semana Santa to nieustanne chodzenie po mieście, przeplatane z oczekiwaniami na przejście procesji w dość niekomfortowych zwykle warunkach. By w ciągu danego dnia móc zobaczyć wszystkie procesje, przez kilkanaście godzin trzeba być na nogach! A odpoczynek, cóż, można iść do baru…
Lepiej jednak zająć kilka godzin wcześniej miejsce, gdzieś na krawężniku, przegryzając przyniesioną z domu kanapkę, by następnie cieszyć się widokiem platform z odległości czasem i kilku zaledwie centymetrów.
Najgorsze błędy, jakie można popełnić idąc na Semana Santa, to nie przygotować się na to, co będzie się ogladać i, oczywiście, ubrać niewygodne buty. Z jednego, bądź drugiego powodu, nasz odbiór Semana Santa może zostać zdecydowanie zakłócony. Dzięki Internetowi i przewodnikom możemy z łatwością nadrobić brak wiedzy o tym wydarzeniu. Mało które jednak źródło przygotowuje nas na pewne dość kontrowersyjne i zaskakujące fakty związane z Semana Santa.
Zacznijmy od tego, że obchody Wielkiego Tygodnia, wbrew temu, co można sądzić, tylko w części są wydarzeniem religijnym. Znam nawet takich członkow bractw, którzy deklarują się być…agnostykami, co może zdezorientować każdego nie-Sewilijczyka, próbującego zrozumieć istotę Semana Santa. Dla wielu mieszkańców tego miasta, jest to w zamian wielobarwne wydarzenie społeczne, atystyczne przedstawienie, oznaka przywiązania do tradycji, folkloru. Przedsawienie artystyczne, zapytacie? Tak! Jest muzyka, jest milczenie, są łzy wzruszenia, “taniec” w wykonaniu costaleros niosących platformy…jest i przerwa na relaks przy…piwie.
Andaluzja specjalizuje się w kontrastach. Niech nie zdziwi więc fakt, że smutne, wielkotygodniowe melodie, będą nas niejednokrotnie dochodzić z…dzwonkow telefonow komórkowych i głosników rozpędzonych samochodów.
Niech nie zdziwi nas fakt, że płacząca nad figurami kobieta, po kilku minutach skieruje się do baru, by wraz z przyjaciółmi napić się piwa. Niech nas nie zdziwi też fakt, że nagle, niewiadomo skąd, ktoś z tłumu, zacznie śpiewać pieśń w rytmie flamenco, saetę, ku czci mijających figur, bądź zacznie w ich kierunku wykrzykiwać ¡Guapa! (Piekna!).
Jedno jest pewne, Semana Santa wzbudza emocje u każdego. I na pewno warto pojechać na tą prawdziwą, tygodniową ucztę pięciu zmysłów.