Seleccionar página

Big Brothera nie oglądałam. Reality shows nie lubię. Jest jednak jedna forma “podglądania” innych, która mnie fascynuje. To spacer wąskimi, brukowanymi uliczkami Andaluzji, gdzie bielone fasady domów kontrastują z niebieskimi okiennicami, a przez uchylone bramy, można ukradkiem zajrzeć i poznać wszystkie kolory południowej Hiszpanii. Spacer po takich uliczkach często bywa dużo większą przyjemnością niż zwiedzanie majestatycznych pałaców i katedr zawsze pełnych turystów, hałasu i rozgardiaszu.

W ciszy brukowanych uliczek, gdzie nie mieści się nawet najmniejszy samochód, spoglądając na wyciągniętego na gorącym słońcu kota, można poczuć dużo bardziej atmosferę południa niż na typowym szlaku turystycznym.

Wąskie uliczki Andaluzji, to nie tylko biel i turkus. To również spacer pozwalający odkryć egzotyczną przyrodę tego regionu. Na każdym kroku będziemy mijać wielokolorowe kwiaty, które nie tylko przyciagać nas będą swoimi barwami, ale także niezwykłymi aromatami…

Dziś zapraszam na spacer wąziutkimi uliczkami Mojácar, Tarify oraz Kordoby.

Zaczynamy od spaceru po Mojácar (okolice Almerii)…Jest to malutka miejscowość żyjąca głównie z turystyki, zachowująca jednak dość sielską i sympatyczną atmosferę. Zagłębiając się w labirynt wąskich uliczek, co chwilę otwierać się będą przed nami widoki na rozległe, spalone słońcem równiny i wyglądające z daleka pasma górskie…

Biel fasad oraz czerwień i róż kwiatów. Tak przywitał nas Mojácar w ten lipcowy poranek…
Nieco dalej, moją uwagę przykuły te drewniane, błękitne drzwi. Nad nimi wisi symbol prehistorycznego człowieka, indalo (z łukiem nad głową). Symbol ten, mający strzec przed złymi duchami, możemy odnaleźć we wielu miejscach wioski. To także typowa pamiątka, którą przywozi się z Mojácar.
I tu właśnie rozpościera się widok na pobliskie równiny. I pranie, które w taki letni dzień pewnie nie schnie dłużej niż godzinę…
W Mojácar zachwyciła mnie roślinność…Czerwona, różowa, a także intensywnie niebieska…
I tak wygląda Mojácar…
A teraz spacer po starej części Tarify…Kontrastuje ona z zabawowo-sportową atmosferą miasta, gdzie królują wysokie fale, surfingowcy oraz niezliczone chill outowe bary. W tej części miasta odnajdziemy ciszę i spokój, a także sporo miejsc by wypić aromatyczną café con leche
I znów to połączenie bieli domów, z błękitem nieba i wielobarwnymi kwiatami…Jest też cień, w którym można się schować od palącego słońca…
W tej uliczce akurat mieści się samochód…aż strach wsiadać za kółko, tak wąsko!
Kiedyś właśnie tak będą wyglądać drzwi do mojego domu:)
I znów ta wielobarwna przyroda…a jak pachnie!
Skoro ulica San Basilio, to jesteśmy w Kordobie…jak dla mnie, to tu znajdują się najpiękniejsze patia tego miasta…Sama Kordoba, to obowiązkowy punkt na trasie każdego turysty ze względu na wspaniały meczet- Mezquitę. Kordoba jednak to dużo więcej…mnie urzekła swoimi patio…
Poniżej, jedno z najładniejszych patio, jakie w życiu widziałam…
Patio w Kordobie w większym zbliżeniu…
Figi? Nie wiem, ale spodobała mi się ta dekoracja:)
Intensywna czerwień, intensywny aromat…
A Wam, uliczki jakiego andaluzyjskiego miasta się najbardziej podobają..?