Seleccionar página
Pogrzeb sardynki

Na pożegnanie karnawału Hiszpanie urządzają “pogrzeb”…sardynkom. Fot. (cc) – NÑeves

Po pierwsze – głównym bohaterem ostatnich dni karnawału w Hiszpanii jest sardynka, a nie śledź. Po drugie- sardynki wcale się nie zjada, tylko urządza się jej pogrzeb. Kondukt żałobny składa się z roztańczonych wdów popijających rum z Coca- Colą.

W porcie, w niewielkiej andaluzyjskiej miejscowości Isla Cristina, nic jeszcze nie zwiastowało nadchodzącej fiesty. Wczesnym rankiem, ogorzali od słońca rybacy uwijali się kutrach, jakby nie zmęczyły ich nocne połowy i trwający w mieście karnawał. Na nadbrzeżu piętrzyły się skrzynie wypełnione rybami i owocami morza.

– Paco, idziesz wieczorem na Pogrzeb Sardynki? – wykrzyknął z mocnym, południowohiszpańskim akcentem najstarszy z rybaków. – Tak, pewnie – odpowiedział zapytany, wsiadając do zdezelowanej furgonetki – takiej imprezy nie można przegapić.

Mężczyźni w szpilkach i kolorowych perukach

Z każdą upływającą godziną, na ulicach Isla Cristina pojawiało się coraz więcej kolorowych, karnawałowych przebierańców.

Pogrzeb sardynki

Wesołe wdowy z sardynkowego konduktu żałobnego

– To wesołe wdowy z konduktu żałobnego – wyjaśnił starszy pan popijający intensywnie pachnącą anyżówkę. – Wiesz, my tu w Hiszpanii żegnamy karnawał urządzając symboliczny pogrzeb gigantycznej, papierowej sardynce. Ale nie spodziewaj się smutku i łez – „Pogrzeb Sardynki” to wesoła fiesta, na którą przyjdzie pobawić się większość mieszkańców Isla Cristina.

Na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, że miasteczko opanowały kobiety w kolorowych perukach. Szybko się jednak okazało, że potykający się o własne nogi i wysokie obcasy przebierańcy, to mężczyźni. Tylko w ten sposób mogli dołączyć do barwnego konduktu viudas alegres – „wesołych wdów”.

Król i psujące się sardynki

Wszystko zaczęło się w XVIII wieku, za czasów słynącego z religijności króla Karola III Hiszpańskiego. Monarcha, chcąc zachęcić do wstrzemięźliwości od mięsa w Środę Popielcową, zaproponował poddanym wspólne rybne biesiadowanie.

Tamtego dnia w Madrycie było wyjątkowo gorąco. Z nieba lał się żar i przyniesione na ucztę ryby zaczęły się psuć. Nad placem, gdzie zebrali się Hiszpanie, zaczął unosić się nieprzyjemny zapach. Nie zastanawiając się wiele, monarcha zaproponował, by pozbyć się śmierdzących sardynek…zakopując je.

Pogrzeb sardynki

Pogrzeb sardynki to symboliczny koniec karnawału

Od tamtej pory, „pogrzeb sardynki” jest w Hiszpanii symbolicznym zakończeniem karnawałowych zabaw oraz początkiem postu i oczekiwania na Wielkanoc. Współcześnie nikt już jednak nie zakopuje prawdziwych ryb. Na kilka dni przed końcem karnawału przygotowuje się ich papierowe, bądź materiałowe podobizny, które w Środę Popielcową najczęściej lądują na stosie.

Rum, gin i ryba

Równo o 19:30, spod dworca autobusowego miał ruszyć „kondukt żałobny”. Na godzinę przed rozpoczęciem fiesty, na placu zaczęło robić się tłoczno. Było wesoło, gwarnie i kolorowo. Jedni śpiewali, inni tańczyli. Pozostali po prostu rozmawiali z przyjaciółmi czekając na rozpoczęcie parady. Gdyby nie kilka kobiet ubranych na czarno – trudno by było się domyśleć, że zebrany tłum czeka na „pogrzeb”.

Pogrzeb sardynki

Sardynkowy kondukt pogrzebowy

W pewnym momencie grupa rozśpiewanych mężczyzn zaciąga pod dworzec sporych rozmiarów przyczepę. A na jej górze – aluminiowa podobizna sardynki. Do dziwacznego pojazdu doczepiono stary głośnik, z którego dochodziły chropowate dźwięki muzyki techno. Sytuacja zrobiła się jeszcze bardziej absurdalna, gdy przebrani za kobiety mężczyźni zaczęli wyciągać spod gigantycznej sardynki butelki z rumem.

Wesoły „kondukt żałobny”

Po długim oczekiwaniu, pod dworzec autobusowy trafia główna bohaterka wieczoru – papierowa sardynka, rozmiarem przypominająca rekina. Zatkniętą na drewnianym kiju, niósł ją ubrany w białą szatę mężczyzna. Cel: nadmorski deptak, gdzie przy kolorowych fajerwerkach ma zostać spalona.

Nim skończy swój żywot w wysokich płomieniach, „żałobny kondukt” przejdzie przez całe miasto. Gdyby nie wszędobylskie podobizny sardynki, Isla Cristina przypominałaby karnawał w Rio de Janeiro.

Pogrzeb sardynki

Już niedługo sardynka spłonie na stosie

– Niech żyją sardynki! – krzyknęli nad uchem pilnującego porządku policjanta podchmieleni mężczyźni. Policjant uśmiechnął się pobłażliwie, po raz kolejny przymykając oko na popijających podczas parady alkohol przebierańców. Mimo oficjalnego zakazu, prawie każdy uczestnik karnawałowych szaleństw chodził z plastikową reklamówką wypchaną butelkami z alkoholem.

Sardynka nie chce końca karnawału

Na kilka godzin przed północą, rozbawione towarzystwo trafiło na nadmorski deptak. Tam, na rybę czekał już metalowy kontener pełen suchego drewna. Tłum zaczął napierać na metalowe barierki, by z jak najlepszego miejsca zobaczyć pogrzeb sardynki. Straż porządkowa rzuciła drewnianą rybę na stos i ku uciesze zebranych, podpaliła drewno. W tym samym momencie rozpoczęto kolorowy i hałaśliwy pokaz sztucznych ogni.

– Mamo, popatrz, sardynka nie chce końca karnawału. Już się nie pali – ucieszyła się dziewczynka przebrana za truskawkę.

I rzeczywiście. Tłum pochłonięty był pokazem fajerwerków i mało kto zauważył, że sardynka postanowiła w tym roku nie kończyć dobrej zabawy.