Seleccionar página

Hiszpanie uwielbiają jeść ślimaki. Fot calafellvalo (cc)

Przez  26 lat myślałam, że ślimaki jadają tylko Francuzi. Od lat wiedziałam, że nasze rodzime winniczki lądują  na stołach nad Sekwaną, ale nigdy nie przypuszczałam, że do stereotypowych słów opisujacych Hiszpanię: “flamenco, korrida, słońce i plaża”, obowiązkowo należy także dodać “ślimaki”. Właściwie nie wyobrażam sobie już teraz Andaluzji wiosną bez ślimaków serwowanych w każdym, choćby najmniejszym barze.

Wiosna w Andaluzji to więc nie tylko zapach kwitnących pomarańczy i wielkotygodniowego kadzidła, ale też aromat ostrych przypraw dodawanych do ślimakow, unoszący się niczym islandzki wulkaniczny pył nad andaluzyjskimi barami.

Sezon na ślimaki zaczyna się mniej więcej w połowie kwietnia (dużo zależy od pogody, szczególnie od opadów deszczu) i trwa około trzech miesięcy. Wówczas to na drzwiach/ ścianach wszystkich niemal barów, restauracji i tawern pojawia się obrazek ślimaka rysowany na tablicy kredą z podpisem “Są ślimaki”.

“Hay caracoles” oznacza, że w tym lokalu serwowane są ślimaki. Fot. digitalnoise (cc)

Wraz z pojawieniem się ślimaków, popularne jest organizowanie wśród przyjaciół tzw. “caracolad” (od słowa caracol– ślimak), czyli wyjść na miasto “szlakiem ślimaka”. Takie grupki przez kilka godzin spacerują po mieście i probują tego przysmaku w kilku różnych barach.

Przyrządzanie ślimaków w Hiszpanii nie ma nic wspólnego z podawaniem ich we Francji. Póki nie zamieszkałam w Andaluzji, myślałam, że zwierzaczki te podaje się wyłącznie z dodatkiem masła, pietruszki i czosnku.

Tutaj jednak, (choć podobno inaczej podaje się ślimaki w Kadyksie, czy Kordobie, a inaczej w Sewilli) najpopularniejsze są ślimaki w swego rodzaju “rosołku” o mocnym smaku przypraw (kminek, papryczki, kolendra) oraz w sosie pomidorowym.

Co ciekawe, wielu jest miłośników samego “rosołku”, który sprzedawany jest na szklaneczki, niczym piwo czy Coca- Cola.
A jak się je tu ślimaki? Najczęściej “wysysając” zwierzaka z muszelki…Dla bardziej wykwintnego konsumenta pozostaje jeszcze opcja wyciągania wykałaczką…Mało elegancko to wygląda, ale pewnie inaczej się nie da.

Tutaj ślimaki już są wyssane, a rosołek wypity. Fot. margacastillo (cc)

Na zakończenie, garść ciekawostek. Jest taki jeden bar w sewilijskiej dzielnicy Triana (Casa Diego), który według doniesień lokalnej prasy, serwuje dziennie…150 kilogramów ślimaków!!!
Inne źródło podaje, że w ciągu 3 miesięcy “sezonu ślimakowego”, każdego dnia, w Kordobie zjada się…2 tony ślimaków, w Jaen- 4 tony, a w Sewilli……..20!

No to smacznego! Fot. Sofía (cc)

A więc, szanowni Panstwo, winniczki i wykałaczki w dłonie!