Seleccionar página
Tapas w Sewilli

W Sewilli warto spróbować smażone ryby i owoce morza

Po nieco dłuższej przerwie w prowadzeniu bloga, wracam do regularnych wpisów. Ostatnie dwa miesiące były dla mnie zawodowo bardzo intensywne, więc postanowiłam że “andaluzyjski powrót pisarski” rozpocznę od tematu wybitnie relaksującego. Zapachnie Andaluzją, oj zapachnie!

Swego czasu trafiłam na facebookowy fanpage pod nazwą “Zapach smażonej rybki w połowie ulicy Tetuán w Sewilli“.  O mało wtedy nie spadłam z krzesła. Dlaczego? Bo to tak jakby założyć stronę o zapachu pierogów z grzybami na którejś z handlowych ulic Warszawy (o ile w ogóle którakolwiek z ulic w Polsce pachnie pierogami).To jeszcze nic. Tą stronkę “polubiło” ponad…20 tysięcy osób!!! Jasne jest więc, że ten całkiem zwyczajny zapach urósł w Sewilli do rangi czegoś kultowego.
Typowy bar tapas w Sewilli

Sewilijska ulica Tetuan w centrum miasta pachnie smażoną rybką…Aż żal nie wstąpić na tapas!

Na handlowej ulicy Tetuán w Sewilli nie bywam zbyt często. Nie kojarzyłam więc, by spośród sieciowych sklepów z ciuchami dobiegał zapach smażonych rybek. Aż do tamtego dnia dwa tygodnie temu.Spacerowałam po centrum miasta z dawno niewidzianą znajomą i w pewnym momencie, właśnie gdzieś po środku ulicy Tetuán, zapachniało jak ze smażalni w Sopocie. Nie byłyśmy specjalnie głodne, ale nie wyobrażałam sobie, żeby nie wejść do tego baru.

Przez te wszystkie sklepy z ciuchami, calle Tetuán wygląda, jak wiele innych europejskich ulic. W witrynach sklepowych piętrzą się sukienki, które widziałam już na wystawach w Bydgoszczy i Londynie. Jest więc elegancko, ale mało oryginalnie.

Jednak wewnątrz wspomnianego baru można poczuć autentyczny andaluzyjski klimat. Przy ladzie barowej kłębiły się tłumy. Niemal wszyscy pałaszowali swoje tapas na stojąco trzymając w jednej dłoni talerzyk ze smażoną rybką, a w drugiej chłodne piwo Cruzcampo. Tylko kilku starszych Sewilijczyków przycupnęło ze swoimi tapas na…beczkach od piwa. Gwar był taki, że zamówienie przekąsek wymagało ode mnie niemal wykrzyczenia zamówienia.

Typowy bar tapas w Sewilli

W tym miejscu kelnerzy do dziś zapisują rachunek kredą na ladzie barowej

– Czy oni muszą tak krzyczeć i gestykulować? – chyba poraz setny zadałam sobie tu, w Andaluzji, to pytanie. Poznałam niedawno Hiszpana, którego w pewnej niemieckiej kawiarni poproszono o sciszenie głosu, gdyż przeszkadzał innym w konsumowaniu deserów kremowych i kaw. To już taki “południowy” urok, taki temperament…
Na podłodze baru leżały stosy wymiętoszonych serwetek.
Wiem, wiem…mało to eleganckie, ale niezmiennie od lat jest to najlepszy dowód na to, że w barze tym serwowane jest doskonałe jedzenie. Podobno im więcej serwetek na ziemi, tym lepiej!Prawdziwym hitem tego miejsca, oprócz oczywiście smaku smażonych rybek, jest sposób wypisywania rachunku. W tym barze kelnerzy do dziś zapisują rachunek kredą na ladzie barowej. Gdy zapłacimy, kelnerzy ścierają cyferki rękawami od białych koszul i już można przyjąć następnych klientów.

Ten bar tapas koniecznie trzeba odwiedzić! Niech żyje Sewilla i jej opór przed nudną globalizacją! Smacznego!