Seleccionar página
Wino z pomarańczy w Sewilli

Największym przysmakiem tawerny “El Peregil” jest słodkie wino z pomarańczy

Ta sewilijska tawerna jest dość specyficzna. Ma dziwaczną dekorację, kelnerów podśpiewujących na pełen głos flamenco, plastikowego kanarka w klatce i toaletę, w której właściwie ciężko się zmieścić. Tawerna jest tak maleńka, że w jej wnętrzu mieści się co najwyżej kilkanaście osób. Drugie tyle okupuje zazwyczaj chodnik i część ulicy. Gdy brakuje miejsca, co niektórzy wykorzystują maski zaparkowanych obok samochodów za coś w rodzaju stolików.

Wino z pomarańczy 

Tawerna El Peregil w Sewilli

Tak wygląda wnętrze maciupeńkiej tawerny. Fot. Agnieszka Gadecka

Chociaż z mikroskopijnej kuchni dobiegają apetyczne zapachy gotowanych ślimaków i przystawek z byczego ogona, to największym przysmakiem tawerny “El Peregil” jest wino z pomarańczy. Odwiedzając Sewillę po prostu trzeba tu zajrzeć i napić się naparsteczka tego mocnego i słodkiego wina. Po pierwsze dlatego, że jest smaczne, po drugie – bo pomarańcze są symbolem stolicy Andaluzji.

Giralda w Sewilli

Giralda, widok z tawerny “El Peregil” w Sewilli.

Tawerna znajduje się przy jednej z najbardziej uczęszczanych ulic dzielnicy Santa Cruz, przy Mateos Gago. A to oznacza, że popijając winko przed wejściem można przy okazji podziwiać piękno jednego z największych zabytków Sewilli, Giraldę.

 

100% Andaluzji

Nie wiem dlaczego, ale Hiszpanie uwielbiają jeść i pić na stojąco. Długimi godzinami potrafią stać i sączyć piwko/wino opierając się o ladę barową lub wysoki stolik jednym łokciem. W tawernie “El Peregil” nie ma nawet krzeseł. Jest za to stosunkowo długa drewniana lada, która…często strasznie się klei.

W tawernie pracuje kilku Hiszpanów i wszyscy uwielbiają nalewać wino w ten sam sposób. Najpierw ustawiają na ladzie barowej rządek szklaneczek. Otwierają przypominającą starą szafkę lodówkę, wyciągają wyglądający na “przedpotopowy” emaliowany dzbaneczek z winem i…leją ciurkiem, niezważając na przerwy między szklaneczkami. Z uśmiechem, a czasem i śpiewem na ustach – zupełnie jakgdyby nic się nie działo – rozlewają wino po drewnianej ladzie.

Tawerna El Peregil

Juan Manuel jest jednym z najsympatyczniejszych barmanów tawerny! Fot. Agnieszka Gadecka

Flamenco i poczucie humoru 

Tawerna El Peregil w Sewilli


Pepe Peregil był slynnym w całej Sewilli śpiewakiem flamenco. Fot. Agnieszka Gadecka

Na jednej ze ścian tawerny zobaczyć można zdjęcie mężczyzny opartego jedną dłonią o krzesło. Domyśleć się można, że jest śpiewakiem flamenco. I jest tak w rzeczywistości. To fotografia zmarłego w styczniu 2012 r. Pepe Peregila, ojca obecnego właściciela knajpki. Jeszcze jakiś czas temu, Pepe przychodził pomagać synowi w tawernie, umilając czas swoim śpiewem. Chcielibyście posłuchać, jak śpiewał? Zajrzyjcie na ten oto filmik pt. “Homenaje de Infovideo a Pepe “peregil” 

Álvaro, syn artysty, nie odziedziczył po ojcu dobrego głosu. Nie brakuje mu jednak typowego sewilijskiego poczucia humoru. Uśmiecha się życzliwie właściwie przez cały czas, sypiąc żartami jak z rękawa. To jeszcze jednak nic w porównaniu z kilkoma “żarcikami”, które umieścił na ścianach swojej tawerny.

Andaluzyjskie poczucie humoru

Na drzwiach mikroskopijnej toalety widnieje napis “Nie biegać po korytarzach WC”

O co chodzi?  Na drzwiach mikroskopijnej toalety umieścił napis “Nie biegać po korytarzach”, a na klateczce z plastikowym kanarkiem nakleił informację, że ptak “Jest troszkę cichutki”. Álvaro wymyślił także przystawkę o nazwie “Wyspa Pietruszka”. To nic innego jak kupka mielonego mięsa, w którą wciśnięta jest wykałaczka z maleńką flagą Hiszpanii.

Tapas i tawerna El Peregil

A oto i Álvaro i jego “Wysepka Pietruszka”. Fot. Agnieszka Gadecka

Przekąska o nazwie “Wyspa Pietruszka” jest jak jadalna lekcja historii. Historii współczesnej przypominającej o konflikcie zbrojnym między Hiszpanią i Marokiem w 2002 roku.

Wyspa Pietruszka istnieje na prawdę. Położona jest kilka kilometrów od hiszpańskiej Ceuty i zaledwie 200 metrów od marokańskiego wybrzeża. Z lotu ptaka wygląda, jak pzekąska, tylko że zamiast kupki mielonego mięsa znajduje się tam kupka skał. Problem z “Pietruszką” był taki, że nie wiadomo do kogo należała. Maroko twierdziło, że do nich. Hiszpania, że wyspa podlega Madrytowi.

Pewnego pięknego, lipcowego dnia kilka lat temu Maroko założyło na “Pietruszce” sześcioosobową bazę szkoły marynarki wojennej. To nie spodobało się oczywiście Hiszpanom.

– Kozy niech zostaną, ale marokańskich wojskowych trzeba wykurzyć – pomyśleli – wysyłając kilka dni później kilkunastu komandosów w ramach akcji “Odzyskać Suwerenność”. Milion euro wydane, arabscy wojskowi wygnani. Hiszpańska flaga została zaciśnięta na środku skalistej “kości niezgody”. Dzięki mediacjom USA, przywódcy Maroka i Hiszpanii podali sobie ręcę, uznając że wyspa po raz kolejny nie będzie niczyją własnością. Wyspę znów zamieszkują tylko kózki, a hiszpańską flagę na szczycie “pietruszkowych skał” można zobaczyć już tylko w tawernie El Peregil w centrum Sewilli…  

Tekst pochodzi z mojego wpisu “Spór o Pietruszkę“.

To jak? Kiedy spotykamy się w tawernie na winie z pomarańczy i “Pietruszce”? Do zobaczenia!