Seleccionar página
Bardzo lubię porównywać Polskę i Hiszpanię (a właściwie Andaluzję, nie mam aż takiej wiedzy na temat innych regionów…). Ciekawią mnie oczywiście wszelkie różnice: kulturowe, żywieniowe; te denerwujące, śmieszące, zaskakujące…. Proszę się więc nie dziwić, że dzisiejszy, ostatni w najbliższym czasie post związany z Semana Santa w Sewilli rozpoczne od małego porównania. Nie mogę się powstrzymać od pokazania pewnego istotnego faktu z Sewilli, bez porównania go do naszych polskich rzeczywistości.

Następnie zapraszam na pierwszy na łamach tego bloga…wywiad! Nie będzie to nikt znany, słynny, żaden Antonio Banderas…No ale w końcu blog jest o ”…podróży w głąb codzienności”; podróży, która lepiej pozwoli odkryć prawdziwą Andaluzję, a nie tą tylko turystyczną i znaną z telewizji. Wywiad, a właściwie luźna rozmowa którą odbyłam z pewnym nazareno, na pewno pokaże inne oblicze Andaluzji (głównie w kontekście Semana Santa), bardziej autentyczne i prawdziwe.

Na samym końcu kolejne porównanie, tym razem obchodów Wielkanocy.
Porównanie nr. 1.
Gniezno zamieszkałe jest przez około 69.000 osób. No to proszę sobie teraz wyobrazić, że WSZYSCY mieszkańcy Gniezna, w ciągu Wielkiego Tygodnia, przebierają się w długie tuniki, spiczaste kaptury i DOBROWOLNIE wyruszają, często na boso, na procesje z najodleglejszych dzielnic do katedry i z powrotem (wśród nich jest kilka tysięcy tragaczy wielkich i ciężkich figur Jezusa i Matki Boskiej). Aha, i jeszcze za to płacą kilkaset euro.
Albo pomyślmy o Krakowie. Potrafimy sobie wyobrazić, że jedna dziesiąta Krakowian uczestniczy co roku w takich procesjach, a kilkaset tysięcy pozostałych mieszkańców ściskała się w wąskich uliczkach, jak sardynki, by zobaczyć z bliska figury? Do tego płaczą, krzyczą, śpiewają żałobne pieśni i…piją piwo?

Nie bez powodu porównuję Kraków i Sewille; oba te miasta posiadają zbliżoną liczbę mieszkańców. I to właśnie w Sewilli ponad 60.000mieszkańców czynnie uczestniczy w obchodach Semana Santa! Tylu ich przebiera się za pokutników, bądź nosi figury… Nie jestem w stanie wskazać, ile osób ogląda, ale doszłoby kolejnych kilkaset tysięcy! I dla wszystkich jest to powód do dumy, a nawet prestiżu (oczywiście są i tacy, którzy nie lubią Semana Santa, zazwyczaj wyjeżdżają do swoich drugich domów nad Atlantyk).

I cóż, po raz kolejny widać, że to, co u nas w kraju jest mało wyobrażalne, tu, w Andaluzji jest jak najbardziej naturalne i powszechne!
Żeby lepiej zrozumieć ten fenomen masowego wychodzenia na ulicę jako pokutnicy, postanowiłam porozmawiać z jednym z nazarenos (fotografia poniżej jest autentyczna:))

Juanjo, dla przyjaciół Yun, ma 30 lat i na codzień pracuje w dużej firmie jako inżynier telekomunikacji. Wysoki, przystojny, ciągle uśmiechniety, otwaty i gadatliwy, zawsze otoczony jest grupą znajomych. Raz w roku jednak, w Wielki Wtorek, ubiera pokutną tunikę i spiczastą czapkę, by w anonimowości przez kilkanaście godzin towarzyszyć procesji bractwa San Benito. Spotkaliśmy się w piątek poprzedzający Niedzielę Palmową w sewilijskiej dzielnicy Pino Montano. Mimo okropnego gwaru, jaki panował na ulicy z racji jednej z pierwszych w tym roku procesji, udało mi się dowiedzieć trochę więcej o wielkotygodniowych pokutnikach (nazarenos) i znaczeniu Semana Santa dla Sewilijczyków. Tak więc dziś będzie o Semana Santa z ”pierwszej reki”, bez turystyczno- przewodnikowych teorii:)

Zacznę trochę żartobliwie; strasznie musicie grzeszyć w tej Sewilli, skoro tyle tysięcy osób przebiera się w pokutne tuniki w okresie Semana Santa, prawda? 
Pewnie sama już zauważyłaś oglądając te obchody, że nie tak do końca chodzi tylko o religię. Tak na prawdę ciężko jest wytłumaczyć, czym dla mieszkańca Sewili jest Semana Santa. To trzeba czuć. To jest mieszanka emocji, tradycji, sztuki, religii. Wiesz, nawet członkowie bractw, owi pokutnicy,  niekoniecznie są wierzacy… Bo Semana Santa przekracza barierę tylko wydarzenia o podłożu religijnym. Wiem, że to dość kontrowersyjne i ciężko jest to zrozumieć, ale wcale nie trzeba być religijnym, żeby kochać to święto. Bo Semana Santa to spektakl: jest muzyka, zapach kadzidła i kwitnącej pomarańczy, tłumy ludzi, piękne, zabytkowe figury. To taki ruchomy teatr. Idąc przez miasto w okresie Wielkiego Tygodnia, zobaczyć można wiele osób jedzących i pijącyh piwo, ogladających zarazem procesje. Czy tak powinno być? Pewnie nie, ale prawda jest taka, że kilkunastu godzin na ulicy nie da się wytrzymac bez jedzenia. Żeby jednak nie wyszło na to, ze Semana Santa nie ma nic wspólnego z religią; oczywiście jest sporo osób, dla których ten tydzień ma głeboki sens religijny. Ja sam jestem wierzący, ale nie praktykujący i wyjście w Semana Santa ma dla mnie kilka znaczeń naraz. To nie jest tak, że chodzi tylko o religię, czy tylko o widowisko.

Chyba każdego turystę, który przyjeżdża do Sewilli na obchody Semana Santa, zaskakuja tysiące postaci idących w procesjach, przebranych w długie tuniki i spiczaste nakrycia głowy. Będąc jednym z nich, przybliż trochę postać nazareno
Kim jest nazareno? To po prostu członek bractwa, który ubierając tunikę i spiczasty kapelusz, decyduje się towarzyszyć figurom ze swojego koscioła, do katedry i z powrotem. Nie jestem pewien, skąd pochodzi zwyczaj noszenia spiczastego kapelusza; niektórzy twierdzą że dzięki niemu można odbyć pokutę w anonimowości, jeszcze inni, że jest to tradycja wywodząca się jeszcze z czasów Inkwizycji, kiedy osoby, skazane za grzechy, w ramach pokuty musiały zakładać na głowę worki.
Warto wspomnieć, że nazarenos idą często w procesji na boso lub tylko w skarpetach. Prawdziwi pokutnicy, los penitentes, nosza jeszcze kilkukilogramowe, drewniane krzyże…
Z racji braku obuwia, chyba nie muszę tłumaczyć, jak przeszkadza, typowe tutaj rzucanie śmieci, łącznie z butelkami, na ziemię…Los penitentes zwykle mają jakiś głębszy powód, by wystapić z drewnianym krzyżem w dłoni. Może to być prośba o zdrowie, bądź po prostu prośba o zdanie egzaminów na studiach (tak popularne w bractwie Los Estudiantes, czyli Studenci) Niekoniecznie są to bardziej religijne osoby.
Jak zostaje się takim nazareno?
W większości wypadków to kontynuacja rodzinnych tradycji. Są nazarenos, którzy sami, w dorosłym wieku zapisują się do bractwa (tylko bodaj do jednego bractwa można się jedynie dostać z polecenia). Typowe jest jednak, że to rodzice, podczas chrztu czy trochę pózniej, zapisują swoje dzieci do bractwa. Mój ojciec był costalero (tragacz platform) bractwa San Benito, kilku innych członków mojej rodziny jest w tym samym bractwie. Członkiem bractwa jestem  więc niemal od urodzenia, a jako nazareno wychodzę już 25 lat, a w tym roku dopiero skończę 30 lat! Kiedy miałem 5-6 lat nie byłem co prawda w stanie przejść całej trasy, ale wierz mi, dla pięciolatka, sam fakt wyjścia na procesję był już bardzo emocjonujący! Ale ośmiu godzin nie dawałem rady przejść!
(AM: czasem mam wrażenie, że tak jak mali chłopcy w Polsce marzą by być policjantami czy strażakami, tutaj małe dzieci marzą by wyjść jako pokutnik, bądź tragacz platform…)
No właśnie, opowiedz coś o długościach procesji
Długość procesji zależy od bractwa. Im bractwo ma bliżej do katedry, tym mniej trwa procesja. Trzeba jednak liczyć od 5 godzin do 14 godzin. Wyobraź więc sobie, jaki jest to wysiłek, w szczególności, jeśli mówimy o osobach starszych i małych dzieciach. Tylko nie myśl, że to jakiś przymus. Robimy to, bo chcemy, bo jest to coś, z czego jesteśmy dumni. Gdy miałem 5 lat, nie mogłem się doczekać pierwszego wyjścia.
Moja procesja trwa około 8 godzin. Trzeba jednak doliczyć mniej więcej godzinę więcej na przygotowania do wyjścia, organizację szyku nazarenos. Gdy jest nas około 2000, i każdy z nas ma swoje konkretne miejsce w procesji zależące od hierarchii (im większy staż w bractwie, tym miejsce w procesji bliżej figur), tym czas organizacji procesji jest dłuższy. Kiedy kończy się procesja, zwykle też od razu nie wracamy do domów.
A propos organizacji procesji, każdy nazareno ma coś w rodzaju ”paszportu” wydanego przez bractwo, w którym dokładnie wyznaczone jest miejsce w szyku kilku tysięcy osób. Jest to też przepustka oznaczająca uiszczenie odpowiednich opłat. Niestety wyjście jako pokutnik łączy się ze sporym wydatkiem. Sama tunika i nakrycie głowy mogą kosztować kilkaset euro….Jak wiesz, kryzys gospodarczy dotknął bardzo mocno Hiszpanię, a w szczególności Andaluzję. Znam przypadki tych pokutników, którzy musieli zrezygnować z oficjalnego wyjścia ze względu na brak pieniędzy….Pomyśl, że często wychodzą w procesji całe rodziny. Kilkaset euro na osobę, to już całkiem spora kwota.

Jakie jest twoje najtrudniejsze wspomnienie jako nazareno?
Kiedyś byłem też pokutnikiem innego bractwa, Las Siete Palabras, ktore wychodzi w Wielką Środę (można być członkiem kilku bractw). W Wielki Wtorek wyszedłem w procesji z bractwem San Benito i po niemal 10 godzinach, o czwartej rano, wróciłem do domu potwornie zmęczony. O 8 rano musiałem być już w kościele, by załatwić sprawy formalne związane z wyjściem w ten środowy wieczór. Kiedy wróciłem do domu, choć może wydać się nieprawdopodobne, koledzy namówili mnie na grę w piłkę nożną, a po południu na oglądanie procesji, aż do wieczora, gdy przyszła moja kolej na wyjście jako nazareno z bractwem Las Siete Palabras. Zaczynałem potwornie zmęczony. Nim wyszliśmy z procesją, ledwo mogłem się ruszać. A czekało mnie jeszcze 10 godzin przemarszu! Na dodatek zapomniałem bardzo ważnego elementu ubrania nazareno, a mianowicie grubego pasa, ktory usztywnia plecy i pomaga przetrwać tyle godzin na stojąco. Kiedy dochodziliśmy do katedry, tak mnie bolały nerki, że wrażenie miałem, jakby ktoś wbijał mi nóż w plecy! Do tej pory sam nie wiem, jak doszedłem do końca. Rok później powtórzyłem wyjście w obu procesjach z dnia na dzień, ale jest to tak wyczerpujące (choć jest w Sewilli sporo takich osób), że teraz wychodzę tylko w Wielki Wtorek z San Benito.  
Podobno są zasady, które nazarenos muszą przestrzegać już od wyjścia z domu na procesję. Jakie to są zasady?
Tak, jest kilka zasad. Po pierwsze, od wyjścia z domu, niezależnie od miejsca zamieszkania, do powrotu po kilkunastu godzinach, nie wolno zdjąć z głowy spiczastej czapki. Nie wolno z nikim rozmawiać i należy iść w samotności. Cóż, nie każdy tego przestrzega…Z łatwością zobaczysz nazareno i z butelką piwa w ręce….
Co musi zrobić turysta, by poczuć Semana Santa podobnie jak Sewilijczycy?
Wydaje mi się, że ktoś spoza Sewilli nigdy do końca nie zrozumie emocji związanych z tym świętem. My przygotowujemy się cały rok do tego tygodnia (AM: byłam świadkiem sytuacji, w której członkowie bractwa zanosili się od płaczu, gdyz z powodu opadów deszczu zostały odwołane procesje…). Jesteśmy przywiązani do naszych figur, zapachów, odgłosów. Jakby tak zliczyć, to grubo ponad połowa miasta zaangażowana jest w przygotowania. Na pewno jednak trzeba próbować oglądać procesje w małych, ciasnych uliczkach, bądź placach. Bo na szerokich ulicach, czy pod samą nawet katedrą, jest mnóstwo turystów, ale nie ma klimatu, prawdziwej atmosfery. A szkoda, bo odbiór Semana Santa w dużej mierze zależy od miejsca, w którym oglądamy procesje.
Sewilla podczas Semana Santa jest zupełnie innym miastem, te zapachy, muzyka, kolory. Wiosna w Sewilli jest najpiękniejsza!

***********************************************************************************
Tą rozmową kończę na jakiś czas tematykę Semana Santa w Sewilli. Kiedy piszę tego posta, jest Wielka Sobota: w Polsce na dobre trwają przygotowania do Wielkanocy, a tu, w Sewilli…emocje już powoli opadają. Na ulicach, na procesjach, coraz mniej osób, zmęczonych całym tygodniem. W Niedzielę Wielkanocną o 4 rano wyjdzie ostatnie paso- Chrystus Zmartchwychwstały, ale w andaluzyjskich domach nie będzie ani świątecznego śniadania, ani pisanek, baranków, zajączków…Oczywiście śmingusa- dyngusa też nie ma (czy wie ktos w ogóle jak przetłumaczyć śmingus- dyngus na hiszpański? :))
Tutaj obchodzi się niezwykle barwnie Wielki Tydzień, na świętowanie Wielkanocy jakby nie było już sił. W Wielkanocną niedzielę zapełnią się więc pobliskie plaże, w taki sposób Andaluzja odpocznie od długich procesji, a w nasz, polski, poniedziałek wielkanocny…powrót do pracy! (w Andaluzji Wielki Czwartek i Wielki Piątek są ustawowo dniami wolnymi od pracy). Ale Sewilla nie kończy świętowania w tym miesiącu, jeszcze dwa tygodnie i FERIA DE ABRIL!!! O święcie flamenco, jedzenia i śpiewu, już wkrótce na blogu 🙂
Tymczasem, tak nie-andaluzyjsko, życzę wszystkim Wesołych Świąt!!!
*********************************************************************************
Poniżej prezentuje kilka fotografii zrobionych dziś rano (Niedziela Wielkanocna) rezurekcyjnemu paso wychodzacemu z katedry