Seleccionar página
Hiszpańskie piwo

Zimne piwo – tajna broń Andaluzji w walce z afrykańskimi upałami

Jak mówi mój dobry znajomy: “Piwo nie frytki, musi być zimne”. Prawda stara, jak świat. Chyba nikt nie lubi ciepłego piwa, prawda? Nie chodzi mi tutaj o korzennego grzańca, tylko o takie normalne piwo, które popijamy dla ochłody i relaksu. Przełknięcie “browarka” o temperaturze pokojowej lub wyższej jest dla mnie czymś w rodzaju “mission impossible”. Podejrzewam, że większość z Was odczuwa podobnie. W stolicy Andaluzji mają jednak prawdziwą obsesję na punkcie temperatury piwa. Żeby “złoty napój” smakował, musi być właściwie zmrożony. Nieraz myślę, że zbiłabym tutaj fortunę, gdybym założyła cukiernię serwującą desery lodowe o smaku piwa.

Hiszpańskie piwo

“Piwo nie frytki, musi być zimne”

Fuj! Za ciepłe!

Kilka dni temu byłam świadkiem takiej oto scenki.

¡Hola! Dwa piwa, por favor – poprosiła barmana niewysoka Hiszpanka. Razem z koleżanką usiadła następnie przy jednym ze stolików.

Barman nalał, przyniósł i grzecznie się uśmiechnął. Dziewczyny też się uśmiechały, ale tylko do momentu, w którym wzięły do ust pierwszy łyk piwa.

– Fuj! Co za okropieństwo! – wykrzyknęła jedna z nich. Po tych słowach Hiszpanki znów podeszły do barmana, oddały piwo i poprosiły o kolejne. Oburzone wykrzykiwały, że napój był demasiado caliente – zbyt ciepły, bo nie został nalany do szklaneczek wyciągniętych z zamrażalnika. Skandal!

Hiszpańskie piwo

Komu piwka?

Ja piłam takie samo piwo. Wydawało mi się idealnie chłodne i wspaniale orzeźwiające. Sam napój był naprawdę zimny. Sewilczykom to jednak nie wystarczy. Tutaj piwo musi być lodowate, bo inaczej nie smakuje. To dlatego oprócz temperatury samego napoju, ważne jest też, by szklaneczka do której zostanie nalane była uprzednio zmrożona. Inaczej jest dla nich czymś w rodzaju popijania gorącej grochówki pośrodku Sahary.

Niedawno odkryłam w Sewilli bar, w którym sprzedają piwo w przenośnej lodóweczce. Bardzo pozyteczny wynalazek, zwłaszcza w mieście, w którym piwo musi być tak zimne, że aż zęby bolą.

Hiszpańskie piwo

Miejsce, żeby odstawić szklaneczkę piwa

Piwo Cruzcampo od niedawna sprzedawane jest w nowych opakowaniach. A właściwie w starych, ale z nowym dodatkiem. Jest nim szara gwiazdeczka, która pod wpływem temperatury zmienia kolor na mocny niebieski.

Piwo Cruzcampo

Nowy pomysł wytwórni piwa Cruzcampo

Pomysł jest taki – kupujesz piwo, wkładasz je do lodówki i wyciągasz dopiero wtedy, gdy gwiazdeczka “podpowiada” swoim niebieskim kolorem, że twój napój osiągnął “idealny punkt zmrożenia”. Podejrzewam, że nie jest to wynalazek na skalę światową, ale idealnie oddaje podejście sewilczyków do “złotego napoju” i jego temperatury.

Kufel kontra szklaneczka

Jeśli będziecie kiedyś zamawiać tutaj piwo, musicie wiedzieć jeszcze jedną rzecz. Pod słowem “cerveza” kryje się zazwyczaj niewielka szklaneczka tego napoju. Żaden półlitrowy kufel, jak w Polsce.

Piwo w Hiszpanii

W Sewilli piwo podawane jest najczęściej w szklaneczkach

Jeśli jesteśmy bardzo spragnieni, to musimy wyraźnie zaznaczyć, że chcemy duże piwo. Zupełnie inaczej niż w Polsce, gdzie trzeba zaznaczyć, gdy mamy ochotę na małe piwo.

W jednym z moich ulubionych barów w Sewilli mają tylko 4 kufle. Zgodnie z ich rozumowaniem – a po co więcej, jak prawie nikt z nich nie pije? Kiedy idę tam z kilkoma polskimi znajomymi, to wiem, że zamawiając drugą kolejkę, muszę oddać kufle, z których wcześniej piliśmy. Jeśli nie, pozostaje tylko piwo w szklaneczkach.

Skąd to przyzwyczajenie? Jak twierdzą moi hiszpańscy znajomi – bo półlitrowe piwo za szybko by się ogrzało, zwłaszcza przy andaluzyjskich upałach.

– Eee, to oni coś chyba wolno piją – odpowiada zawsze mój kolega z Polski.

No tak. Co kraj, to obyczaj…