Seleccionar página
Magoty z Gibraltaru

Magoty to jeden z symboli Gibraltaru

Kontynuujemy spacer po Gibraltarze. Zgodnie z zapowiedzią, będzie o atakujących małpach, wejściu na mitologiczny koniec świata i długich kilometrach tuneli wykłutych w gibraltarskiej skale. Powoli zaczynamy wspinaczkę na skałę. Po kilkunastu minutach docieramy do Jews Gate, przy której znajdują się tzw. Słupy Herkulesa. I takim to sposobem…jesteśmy na końcu świata!!!Dlaczego?

Dla starożytnych cywilizacji, skała gibraltarska była jednym ze słupów Herkulesa, które wraz z inną marokańską górą wyznaczały granice świata. Według wierzeń, za ich granicami rozciągał się tajemniczy świat okropnych potworów morskich. Według Platona natomiast, po drugiej stronie słupów znajdowała się zaginiona Atlantyda. Niestety prawda wyszła na jaw już wiele lat temu, więc odkrywcami nie będziemy… pozostaje nam tylko pokonać wydeptane masową turystyką ścieżki.

W tym miejscu ścieżki rozwidlają się. Idąc słynnymi Schodami Śródziemnomorskimi (Mediterranean Steps) można dojść do jednego z cudów Gibraltaru, a mianowicie jaskini St. Michaels’s Cave. W czasie II wojny światowej wykorzystywana była jako szpital, a obecnie jest przekształcona w salę koncertową o bardzo dobrej akustyce.

Słupy Herkulesa

Słupy Herkulesa

My wybieramy nieco łagodniejsze podejście niż Schody Śródziemnomorskie. Kontynuujemy wchodzenie na górę asfaltową drogą, pozostawiając po lewej stronie malejący w oczach gibraltarski port i lotnisko. Mimo, że jest już po 18-stej, słońce pali okrutnie. Pot się z nas leje hektolitrami, a upragniona buteleczka z wodą została na stole w barze, w którym godzinę wcześniej jedliśmy późny obiad.

Droga na Skałę

Droga na Skałę

W końcu pojawia się nadzieja. Nadzieja w postaci drogowskazów, że jeszcze tylko dwa i pół kilometra i dojdziemy do Apes Den, bodaj najsłynniejszego miejsca gibraltarskiej skały. To właśnie w tym miejscu znajduje się największe skupisko magotów- pociesznie wyglądających małpek o mało pociesznym charakterze.

Najpierw zobaczyliśmy samotnego magota wymachującego łapką do wszystkich przechodniów. W ten sposób małpki, znudzone jednostajną dieta, proszą o smakołyki w postaci chipsów, orzeszków i wafelków. I najczęściej dostają o to, co proszą, mimo iż dokarmianie ich grozi srogim mandatem.
Małpy z Gibraltaru

Sympatyczne, ale złośliwe małpki z Gibraltaru

Zaczynam pstrykać pierwsze zdjęcia, starając nie zbliżać się zbyt blisko do tego pociesznego zwierzaka. Ciągle jeszcze miałam w głowie opowieść znajomej, której koleżanka z USA została tymczasowo uwieziona na Gibraltarze z winy magota, który wyrwał Amerykance torebkę, a paszport rzucił w skały.
Magoty z Gibraltaru

Dasz orzeszki????

Pstryk, pstryk, idziemy do Apes Den. A tam…małpie zatrzęsienie! Magoty obsiadają samochody, bawią się antenami, wyginają na maskach, skaczą po szybach. Są okropnie nachalne, pochłaniają zdobyte od turystów jedzenie, ale nie są specjalnie agresywne. Trzeba przyznać, że siedzące na barierkach małpki są tu bardzo fotogeniczne.

Ruszamy, czeka na nas jeszcze kilka atrakcji. Po drodze dochodzimy do ciekawego punktu widokowego z brytyjską i gibraltarską flagą. Dwa kolejne magoty wcinają biszkopty, którymi uraczyli znajdujący się obok turyści z Madrytu. Ja postanawiam sfotografować z góry pas startowy, licząc że może w końcu zobaczę startujący samolot. A tu nagle…małpa z wyszczerzonymi ząbkami ląduje mi na ramieniu!

Nie wiem jakie miała wobec mnie zamiary, do wyrwania i rzucenia w skały była torebka z dokumentami oraz aparat. Nawet jeśli zamiary były iście pokojowe, moja reakcja była dość niekontrolowana, w wyniku której magot jeszcze bardziej wystrzeżył ząbki, ale odpuścił kradzież aparatu. Może po prostu się bała, że zjem jej biszkopty?

Magoty z Gibraltaru

Magoty z Gibraltaru są w stanie zrobić wszystko za trochę łakoci

My tymczasem kierujemy się w dół, mijając Word War II Tunnels, czyli system tunelów wykutych w skale mających cele obronne podczas II wojny światowej. Ostatnią atrakcją po drodze jest pozostałość po muzułmańskim zamku.
Zabytki Gibraltaru

Ruiny muzułmańskiego zamku, a w tle wspomniany pas startowy

Potem pozostaje już powrót do głównej ulicy, Main Street i spacer w kierunku granicy.Po drodze, z ciekawością podsłuchujemy rozmów mieszkańców Gibraltaru, którzy nieustannie mieszają język hiszpański z językiem angielskim (Buenos dias, how are you, amigo?). Język ten zwany jest llanito i w rzeczywistości stanowi mieszankę angielskiego z hiszpańsko-andaluzyjskim.

Gibraltar

Gibraltar – Wielka Brytania w śródziemnomorskim wydaniu

Na ulicach Gibraltaru, pośród Hiszpanów i Brytyjczyków, widzimy mnóstwo Arabów i Żydów, poubieranych w tradycyjne stroje. Ta mieszanka kulturowo- religijna ma także swoje odbicie w architekturze: oprócz chrześcijańsko- muzułmańskich zabytków, minęliśmy po drodze przynajmniej trzy synagogi. 

Gibraltar

Detal synagogi na Gibraltarze

Wracając przez centrum jeszcze raz zdajemy sobie sprawę, jakim koktajlem kulturowym jest Gibraltar.

Gibraltar

Gibraltar – czyli kulturowy tygiel

Ledwo doszliśmy do samochodu po drugiej stronie granicy. Nie ma jednak co narzekać, zobaczyliśmy i przeżyliśmy wiele, a nigdy nie wypoczywa się przyjemniej, niż po solidnym zmęczeniu! Do Gibraltaru na pewno warto pojechać, nawet mimo faktu, że od października zostanie wrowadzona opłata ok.5 euro za przejazd przez granicę w La Linea…

Był ktoś z Was na Gibraltarze? Jakie macie wrażenia? Paszport nie poleciał w skały?