Seleccionar página
Skała na Gibraltarze

Widok na gibraltarską Skałę

Kraniec południowej Europy. Półwysep zaglądający po sąsiedzku do Maroka. Gibraltar. Niby Hiszpania, w rzeczywistości Wielka Brytania, a tak na prawdę tygiel kulturowy, gdzie przeplatają się ze sobą kultury trzech wielkich religii. Pełno tu Hiszpanów, Brytyjczyków, Arabów i Żydów. Taki miniaturowy Londyn, ale ze śródziemnomorskim posmakiem. Dobry pomysł na spędzenie przynajmniej jednego dnia podczas podróży po Andaluzji.

Gibraltar kojarzy się głównie z szarą, masywną skałą opadającą do morza. To jej znak rozpoznawczy. Podobnie jak małpki, które zamieszkują mniej więcej w połowie góry. Polakom może kojarzyć się także z generałem W.Sikorskim, który w 1943 r. wyleciał stąd w swoją ostatnią podróż do Londynu, spadając do morza krótko po starcie.

Do Gibraltaru jedziemy ze znajdującej się w pobliżu Tarify, mekki surferów i kitesurferów. Przejeżdżamy przez przemysłowe Algeciras, by wreszcie dotrzeć do La Linea- ostatniej hiszpańskiej miejscowości przed granicą z Gibraltarem. Tu postanowiliśmy też zaparkować samochód, by następnie przekroczyć granicę pieszo.

O dziwo nie było problemu z miejscem do parkowania. Wydaje się, że większość osób woli przekroczyć granicę samochodem, nie zważając na to, że na wjazd trzeba czekać przynajmniej kilkanaście minut. Długi, kręty jak ślimak sznur samochodów ciągnął na granicę, skutecznie odstraszając nas od tracenia w ten sposób czasu.

Granica Gibraltaru

Kolejka na granicy Hiszpanii z Gibraltarem

Z dowodami osobistymi w dłoniach przekraczamy granicę. Niby każą pokazać dowód, ale tak na prawdę gdybym wyciagnęła kartę z Multikina, też pewnie by wpuścili. Jakoś nikomu nie chciało się zaglądać w personalia. Mijając przejście graniczne zabieramy z punktu Informacji Turystycznej mapkę Gibraltaru i już możemy iść dalej. Postanowiliśmy przejść Gibraltar pieszo, co ostatecznie zakończyło się tysiącami wrażeń,ale też sporymi zakwasami następnego dnia. Warto było!

Po przejściu granicy zachciało mi się wypić kawy. Z ulgą zauważam, że na przejsciu stoi automat. No i…nic z tego. Po tej stronie granicy potrzebne są już brytyjskie funty… W większości kawiarenek i restauracji akceptowane są euro, ale kawowy automat nie miał ochoty przyjąć europejskich centów. No cóż, trzeba iść dalej i jak najszybciej wyciągnąć z bankomatu tutejszą walutę, bądź zamienić w kantorze euro na funty. Mimo, iż w centrum można zrobić zakupy za euro, przelicznik jest dość niekorzystny.

Zaledwie kilkanaście metrów od przejścia granicznego, idąc w kierunku miasta, natrafiamy na drodze na…pas startowy!

Lotnisko na Gibraltarze

Droga z granicy do centrum Gibraltaru prowadzi przez czynny pas startowy

Okazuje się, że droga dojazdowa na lotnisko przecina się z czynnym lotniskiem, tak więc niekiedy ruch pieszy i samochodowy jest wstrzymywany, by dać miejsce wzbijającemu się w powietrze (bądź lądującemu) samolotowi. Napisy w kilku językach każą iść szybko i nie zatrzymywać się na pasie, co też czynimi, robiąc jednak po drodze kilka zdjęć.

Po przejściu przez pas, zatrzymujemy się na chwilkę w nadziei, że zobaczymy startującego Easy Jeta zaparkowanego tuż nieopodal. Po kilku minutach jednak rezygnujemy i kierujemy się do Main Street, głównej ulicy Gibraltaru.

Main Street na Gibraltarze

Main Street to najważniejsza ulica Gibraltaru

Main Street to taka mała Anglia pomieszana z Hiszpanią. Są czerwone budki telefoniczne, typowe brytyjskie knajpki i zapach fish & chips wdzierający się do nosa. Zdrowa dieta śródziemnomorska ustępuje smażonym stekom, frytkom i pizzom. Nie pachnie już Andaluzją. Na próżno szukaż zapachu czosnku zmieszanego z oliwą z oliwy.

Knajp jest wiele ale, według mnie, zbyt drogich jak na proponowane dania. Znajdą się restauracje z kuchnią galicyjską, czy bary tapas, ale w przeważającej większości dostaniemy potrawy typu fast food.

Gibraltar

Gibraltar – Wielka Brytania w śródziemnomorskim wydaniu

Wzdłuż Main Street, oprócz wspomnianych knajpek, znajduje się mnóstwo sklepów monopolowych i ze sprzętem elektronicznym. Wiadomo, do Gibraltaru przyjeżdża mnóstwo ludzi w poszukiwaniu tańszych alkoholi, papierosów i, ostatnio, iPadów.

Po pierwszych wrażeniach z Main Street kierujemy się do Cathedral of St Mary the Crowned…Okazuje się, że kosciół ten jest pełen polskich akcentów. Jest obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, jest też pamiątkowa tablica upamiętniajaca tragicznie zmarłego na Gibraltarze gen. Sikorskigo. Tuż pod nią znajdują się pokserowane informacje o gen. Sikorskim w…języku polskim! Okazuje się, że to właśnie do tego kościoła zaniesiono dzień po katastrofie trumnę generała.
Generał Sikorski na Gibraltarze

Tablica upamiętniająca tragicznie zmarłego na Gibraltarze gen. Sikorskiego

Kościół jest też ciekawy ze względów architektonicznych. Został zbudowany na ruinach dawnego meczetu, i właśnie mauretańskie akcenty są nadal obecne w tym miejscu. Na zdjęciu poniżej widać malutkie patio należące do kościoła z wyraźnymi mauretanskimi śladami w postaci niebieskich azulejos.
Katedra na Gibraltarze

Chrześcijański kościół z mauretańskimi akcentami

Z kościoła do Muzeum Gibraltaru jest już bardzo blisko. Za dwa euro można poznać ponad 200 milionową historię tego półwyspu. Tu dowiadujemy się o dawnych czasach, gdy Gibraltar był jeszcze scalony z Afryką, o podbojach Fenicjan, Maurów i ostatecznie przejęciu w XVIII wieku Gibraltaru przez Brytyjczyków. Kilkakrotnie odbywało się tu referendum, w którym ponad 98% mieszkańców opowiedziało się przeciw powrotowi do Hiszpanii.

W muzeum znajduje się też ciekawa makieta Gibraltaru z 1865 roku, łaźnie arabskie, czaszka neoandertalskiej kobiety (podobno Gibraltar był ostatnim miejscem, gdzie znaleziono ślady przodków homo sapiens), a nawet…mumia egipska z 700 lat p.n.e.

Kolejka linowa na Gibraltarze

Kolejka na Skałę gibraltarską

Po wyjściu z muzeum, pora wejść na skałę. Z aparatami w dłoniach i wyglądem turysty, jesteśmy łakomymi kąskami dla sprzedawców biletów na kolejkę linową na sam szczyt. Kuszą i kuszą, ale pozostajemy nieugięci! Co prawda za 15 euro można bez wysiłku dostać się na skałę, ale mimo ogromnego upału chcemy wejść pieszo. W końcu skała ma nieco ponad 400 m.n.p.m, więc teoretycznie nic w porównaniu choćby z Kasprowym Wierchem.

W połowie drogi żałowałam, że po pierwsze samochód został przed granicą, a następnie, że jednak nie kupiliśmy biletu na kolejkę linową. Było tak gorąco, że na prawdę odechciewało  się iść dalej. Na dodatek klimatyzowane samochody mijały nas jeden po drugim, zniechęcając jeszcze bardziej do marszu pod górę. Ale i tak poszliśmy!

Zanim zaczęliśmy wdrapywać się na dobre, minęliśmy Trafalgar Cementary, miejsce upamiętniające Brytyjczykow poległych w bitwie pod Trafalgarem. Bitwa ta miała miejsce w 1805 roku, kończąc się zwycięstwem Brytyjczyków nad mającą do tamtego momentu sławę „niepokonanej” armii hiszpańsko- napoleońskiej.
Cmentarz na Gibraltarze

Cmentarz upamiętniający poległych w bitwie pod Trafalgarem

Wdrapując się na górę, warto zatrzymać się też w ogrodzie botanicznym „Alameda”, choć cudowna roślinność i piękne widoki skutecznie mogą zdemotywować do dalszej wspinaczki…

Koniec części I. 

W kolejnej opowiem o atakujacych małpach, kilometrach wydrążonych w skale tunelach i wejściu na mitologiczną granicę krańca świata…