Seleccionar página

No to jesteśmy na Dzikim Zachodzie…E, nie! We wschodniej Andaluzji, na Costa de Almeria. Prawda jest jednak taka, że krajobrazy okolic Almerii od razu kojarzą się z westernami. Ale…Indian gdzieś brak i w południe zamiast strzelanin o życie lub śmierć pod drewnianym saloonem, można zobaczyć zrelaksowanych turystów targających na plaże plastikowe lodóweczki z chłodnymi napojami.

A jest gdzie je targać, jest…Wiele razy słyszałam, że na Costa de Almeria można wypocząć na najpiękniejszych w Andaluzji plażach. I chyba muszę się z tym zgodzić, bo tak złotcistego piaseczku i takiej krystaliczno- turkusowej wody dawno już nie widziałam (tylko czemu ona taka zimna?!?!) 

Szczególnie ładne są plaże w okolicach Parku Narodowego Cabo de Gata. Ten kolor morza, te kontrastujące wulkaniczne klify co spływają do wody…i podtopione jaskinie, w których setki lat temu ukrywali się piraci.
Jedną z takich plaż jest Playa de los Muertos (Plaża Umarłych), o której pisałam jakiś czas temu, bądź Playa de Monsul, którą rozsławił…Indiana Jones! 

 

Właśnie ta plaża przyciąga tłumnie miłośników przygód Indiany Jonesa. Kilka fragmentów “Ostatniej krucjaty” kręcono właśnie tu (Jones wraz ojcem ścigani są przez Nazistów lecących samolotem  nad plażą. Starszy Jones sprawia, że samolot się rozbija, strasząc otwartym parasolem mewy, które następnie zderzają się z samolotem).
Co ciekawe, regionalna organizacja turystyczna wydała całkiem opaśny przewodnik po Almerii szlakiem nakręconych tu westernów i “Indiany Jonesa” (link do wersji po angielsku). W ten sposób łatwo można dojść do wszystkich miejsc znanych nam z kina.
W Internecie znalazłam nawet fotomontaż pewnego turysty idącego przez Playa de Monsul szlakiem Indiany Jonesa.

 

Innym “mitycznym” i ciekawym miejscem związanym z morzem i Parkiem Narodowym jest Faro de Cabo de Gata– latarnia morska w niedalekiej odległości od sympatycznej, rybackiej miejscowości San Miguel.
Latarnia, jak latarnia…ale historia jej powstania jest mroczna i tragiczna…
  

Swego czasu wielu żeglarzy drżało na myśl o wypłynięciu w te okolice. Niejeden statek poszedł tu na dno…Jak wieść niosła, wszystko za sprawą tajemniczych, zdradzieckich syren…Z resztą stąd obecna nazwa tych okolic: Arrecife de las Sirenas (Rafa Syren).

 

Po kolejnych i kolejnych morskich katastrofach postanowiono postawić dla bezpieczeństwa latarnię morską…

A syreny okazały się…sympatycznymi fokami, które jesze jakiś czas temu beztrosko zamieszkiwały te okolice…

Miało być westernowo i pustynnie, a zrobiło się morsko- plażowo…
W takim bądź razie…o księżycowych krajobrazach, arabskich zamkach i darmowych almeryjskich tapas…w następnym wpisie!