Seleccionar página

Piętnaście kilometrów. Mniej więcej tyle, co z Warszawy do Łomianek, albo z Krakowa do Wieliczki. Tak niewiele. Tyle właśnie dzieli andaluzyjską Tarifę od Afryki. Niewiele ponad pół godziny promem i jesteśmy w Maroku. I tą bliskość arabskiej części Czarnego Kontynentu czuć w Tarifie niemal na każdym kroku: w architekturze, gastronomii, dekoracjach…

Jadąc samochodem wzdłuż wybrzeża, moje radio odbiera częściej marokańskie stacje niż hiszpańskie (mój roczny kurs arabskiego na nic się zdaje! potrafię wyłapać jedynie powitalne Salam Alejkum!). Równie mocno, jak nie silniej, czuć niezwykle silne wiatry: levante i poniente, czyniące z tego miasta prawdziwą stolicę surferów i kitesurferów.Tarifa. Południe…południa! Bo właśnie Tarifa jest najbardziej wysuniętym na południe miastem Hiszpanii. Tu spotykają się: kultury-europejska i arabska, Morze Śródziemne z Oceanem Atlantyckim (tu znajduje się granica między tymi akwenami…brakuje niewiele, by móc stanąć jedną nogą w M. Śródziemnym, a drugą w Atlantyku!) i surferzy i kitesurferzy z całej Europy poszukujący najlepszych wiatrów do uprawiania tego sportu.

Tarify nie zwiedza się, jak każde inne turystyczne miasteczko. Tarifę trzeba poczuć i przeżyć, od świtu do zachodu słońca. Jedno popołudnie może rozczarować, pozostawić niedosyt. Na zasmakowanie jej potrzeba czasu.
Czego więc spróbować i przeżyć w Tarifie? Zapraszam do mojego subiektywnego rankingu.
  • Śniadanie: zapomnij o śniadaniu w hotelu! Dawno nie jadłam tak smacznych śniadań, jak tych, serwowanych w Tarifie w barach o orientalnym i chill out-owym klimacie! Zapomnij też o typowym andaluzyjskim śniadaniu składającym się wyłącznie z grzanki z suszoną szynką. Owocowe koktajle (malinowy z cynamonem!!), owocowe sałatki, świeżo wyciskane soki z chyba wszystkich owoców świata, naleśniki o wymyślych nadzieniach. Witaminowe bomby. Pycha! Co najlepsze, tylko w tym andaluzyjskim mieście spotkałam się z wydawaniem śniadań do…15:00!!! Wiadomo…Tarifa bawi się do późnej nocy, więc i śniadanie musi być wydawane równie długo!
  • Spacer po starym mieście:  historyczne centrum nie jest duże, ale labirynt wąskich uliczek, z bielono- turkusowymi fasadami domów może się podobać. I tu architektura nie daje zapomnieć, że przez ponad siedemset lat władcami Tarify byli Maurowie. Tuż przy porcie, warto wejść do Castillo de Guzmàn, arabskiego zamku z XII wieku.
  • Polowanie na delfiny, orki i kaszaloty…z aparatem: to spora atrakcja Tarify. Kilka lokalnych firm organizuje wycieczki, podczas których można “podejrzeć” ssaki morskie zamieszkujące Cieśninę Gibraltarską. Na szczęście rekinów nie ma, ale pożarty może zostać nas budżet. Na taki rejs trzeba zarezerwować około 30 euro.W Tarifie warto też “zapolować” z lornetką na migrujące ptaki. Jest to jedno z lepszych miejsc do obserwacji ptaków przedostających się z Europy do Afryki przez Cieśninę Gibraltarską.
  
  • Surfing, kitesurfing!: dzięki silnym wiatrom, levante i poniente, Tarifa to najbardziej surferskie miasto Europy. Większość sklepów na głównej ulicy miasta, to sklepy ze sprzętem sportowym i surferskimi ciuchami. Bary natomiast, zapełnione są beztroskimi, wysportowanymi, opalonymi na heban surferami. Warto spróbować swoich sił na fali! Znalazlam ofertę prywatnych lekcji surfowania także w języku polskim:)
  •  Oko na Maroko: Z Tarify można dopłynąć do marokańskiego Tangeru równie łatwo, jak dojechać PKS z Bydgoszczy do Torunia (tylko cena sporo wyższa;)) Będąc tutaj, bardzo łatwo przedostać się do Orientu. Warto wziąć pod uwagę taki wypad podczas pobytu w Tarifie (konieczny paszport!) .Ale uwaga, jak powiedziała mi Kasia, specjalistka od wypraw i trekkingów po Maroku, lepiej skusić się na dalszą wyprawę do Meknes, Fezu, Chefchauen, niż zniechęcić się do tego kraju odwiedzając komercyjny Tanger.
  •  Plażowanie: Tarifa posiada dłuuuugie, złociste plaże…Ale…gdy zawieje upragniony przez surferów wiatr, lepiej uciekać do baru na mojito, bądź podjechać samochodem do pobliskiej Zahara de los Atunes, gdzie nie wieje aż tak bardzo. Zdecydowanie nie jest to miejsce tylko na plażowe leniuchowanie, bo prędzej, czy później wiatr nas pogoni!
  • Relaks z widokiem na Afrykę przy zachodzącym słońcu:…z mojito w dłoni i muzyką chill out w tle. W Tarifie mnóstwo jest chiringuitos, czyli barów u stóp plaży, z wygodnymi kanapami i hamakami niemal wtopionymi w złocisty piasek. Obowiązkowo trzeba w ten sposób przywitać zachód słońca nad Cieśniną Gibraltarską i zrelaksować się przy chill outowych tonach.
Jak Wam się podoba Tarifa?