Seleccionar página
Hiszpański bar

Hiszpanie uwielbiają jadać śniadania poza domem, źródło flickr (cc) – Fran Simó

Jak zazwyczaj wyglądają Wasze śniadania? Czy popijając poranną kawę przeglądacie Internet? Czytacie gazetę? Oglądacie telewizję? Jeśli zawitacie kiedyś do Andaluzji polecam zupełnie inną „atrakcję”. Koniecznie znajdźcie czas na odwiedzenie jedego z lokalnych barów. Przy chrupiącej grzance polanej oliwą najlepiej poobserwować codzienne życie Hiszpanów. Gwarantuję,  że jest ono dużo ciekawsze niż nieustanne przeglądanie Facebooka. 

Jedna z pierwszych rzeczy, jaka rzuca się w oczy osobom przyjeżdżającym do Sewilli jest ilość funkcjonujących tutaj barów. Znakomita większość otwiera swoje podwoje bardzo wcześnie rano. Nic w tym dziwnego, skoro Hiszpanie uwielbiają jadać śniadania poza domem. Zaglądają do nich tuż przed pracą lub podczas krótkiej przerwy, między 09:30 i 10:30. Właściwie wszystkie serwują to samo: grzanki, kawę, sok pomarańczowy, magdalenki. Czasem można dostać też słodkie churros, które macza się w gęstej czekoladzie.

Churros w czekoladzie

Churros w czekoladzie. Hiszpańskie śniadania nie są zbyt wyszukane, ale bary warto odwiedzić ze względu na panującą w nich atmosferę. Źródło fot. flicker (cc) – Multimaniaco

Praktycznie w każdym bloku znajduje się przynajmniej jeden bar. Niezależnie od dzielnicy, na każdej ulicy po prostu roi się od małych knajpek, gdzie od 1,5 do kilku euro można się posilić, dowiedzieć o najważniejszych wydarzeniach ze świata i przy okazji poznać Hiszpanię – w sensie dosłownym i przenośnym – “od kuchni”.

Od czasu, gdy mieszkam w Sewilli, bardzo często jadam śniadania poza domem. I to wcale nie z lenistwa, ani z braku możliwości zaparzenia dobrej kawy w domu. Powiedziałabym raczej, że bywam w hiszpańskich knajpkach dla poprawy nastroju i aby “nałapać się” pozytywnej energii od samego rana. Bo hiszpańskie bary, to coś więcej niż tylko lokale gastronomiczne. To coś w rodzaju “kulinarno-towarzyskiego” zjawiska, gdzie każdego rana spotykają się starzy bywalcy. To także doskonałe miejsce na nawiązanie nowych znajomości.

Do barów na śniadania przchodzą niemal wszyscy: robotnicy z budowy, handlowcy w dobrze skrojonych garniturach, mamy z dziećmi, osoby starsze, studenci. W takim najzwyklejszym barze na osiedlu usłyszeć można rozmowy zarówno o korporacjach i ich strategiach, nowej marce pieluch, problemach sercowych, jak i o zbliżającym się meczu piłki nożnej.

Hiszpanie lubią rozmawiać i swoje dyskusje prowadzą dość głośno. Jeśli dołożymy do tego fakt, że nie niespecjalnie lubują się w staniu w kolejkach, aby złożyć zamówienie (bym powiedziała, że “kłębią” się przy ladach barowych, wykrzykując zamówienia), to może się okazać że zwykłe zamówienie kawy i grzanki może sprawić pewien problem. Z drugiej jednak strony hiszpańscy kelnerzy mają niebywałą wręcz pamięć. Na śniadania schodzą się nierzadko całe biura, po kilkanaście osób. Do dziś zaskakuje mnie, w jaki sposób obsługa pamięta dokładnie imiona swoich stałych bywalców i ich śniadaniowe upodobania.
Hiszpański bar

Kto pierwszy, ten lepszy? Nie, w hiszpańskich barach trzeba być głośnym, by szybko zrealizować zamówienie. Źródło fot. flicker (cc) – Clarous Maximus

Zamawianie dania, to niekiedy istny koszmar dla turystów z północnej i wschodniej Europy. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Ustawiamy się w kolejce, stoimy nawet już przy ladzie barowej, a tu kelner zaczyna obsługiwać pana, który zamiast czekać na swoją kolej, wykrzyczał swoje zamówienie na całe gardło gdzieś z samego końca knajpki.
Nie pozostaje nic innego jak:
•   czekać na swoją kolejkę (jeśli mamy czas i wystarczająco cierpliwości),
•   liczyć, że kelner nas w końcu zauważy,
• również wykrzyczeć swoje zamówienie (to jest najpewniejszy sposób, choć trzeba pamiętać o tym, że jeśli wykrzyczymy zamówienie w innym jezyku niż hiszpański, zostaniemy najprawdopodobniej zignorowani).

“Koszmar” powraca, gdy znów trzeba “dopchać się” do lady barowej celem uregulowania rachunku.W większości hiszpańskich barów nie praktykuje się raczej płacenia za zamówione śniadanie od razu po złożeniu zamówienia. Do dziś staram się płacić, nim kelner wyda moje śniadanie, ale czasem ciężko jest zainteresować kelnera brzęczącymi monetami, gdy w tym samym czasie przypieka się kilkanaście tostów, a maszynie do wyciskania pomarańczy skończyły się owoce.W kolejnym wpisie przeczytacie również o hiszpańskich śniadaniach.