Seleccionar página
Hiszpańska kawa

Hiszpanie nie potrafią wyobrazić sobie początku dnia bez dobrej kawy

Do Hiszpanii pojechałam po raz pierwszy w 2000 roku. Celem mojej podróży była Katalonia, a dokładnie jej stolica, Barcelona. Wśród grudniowych zamieci i zawiei, autobusowa podróż z Bydgoszczy do Barcelony zajęła nam – bagatela – 48 godzin.

Słodkie ciastko kontra jajecznica

Magdalenki hiszpańskie

W Hiszpanii dość często jada się na śniadania słodkie magdalenki. Fot. źródło flicker (cc) – etringita

Do naszych kwater w okolicach portu i posągu Kolumba przyjechaliśmy dość późno w nocy. Do następnego poranka nie zdawałam więc sobie sprawy, w jak dziwnym kraju przyjdzie mi spędzić kolejnych kilkanaście dni. – Dziwnym kraju? – zapytacie. No tak, ale tylko z mojego, subiektywnego punktu widzenia. Już wyjaśniam.

Moim ulubionym posiłkiem dnia jest śniadanie. Mogę zrezygnować z kolacji, a obiad mogę zjeść gdzieś w biegu, albo przed komputerem. Nie potrafię jednak obejść się bez celebrowania śniadań. Pół godziny to absolutne minimum. Hiszpanie znani są jako miłośnicy dobrej kuchni, nic więc dziwnego, że wiele obiecywałam sobie po ich “śniadaniowym” menu. Ostatecznie…cóż to było za rozczarowanie!

Po 48 godzinach w podróży i nocy na podłodze pewnego hostelu, na śniadanie podano nam czarną kawę i magdalenki. Nic więcej. – A gdzie jajeczniczka? Parówki? Herbata z cytryną? Nooo, choćby chleb z masłem!? – myślałam zaskoczona.

Nic z tego. Maczając maleńką magdalenkę w jeszcze mniejszej filiżance z kawą dowiedziałam się, że Hiszpanie nie przywiązują specjalnie wagi do śniadań. Ważne, by była kawa i coś słodkiego. Dopiero z czasem odkryłam, że wcale nie jest aż tak źle. O grzaneczkach z oliwą, pomidorem i suszoną szynką napiszę jednak w kolejnych postach

Hiszpańskie śniadanie

Po takim lekkim śniadaniu, nic tylko czekać na porę serwowania tapas Fot. źródło flicker (cc) – Xurxi Martínez

Śniadaniowe obserwacje

Kolejny raz pojechałam do Hiszpanii w 2003 roku. Wiele się zmieniło od czasu mojej pierwszej wizyty w kraju Cervantesa. Po pierwsze byłam już po pierwszym roku nauki hiszpańskiego. Nie musiałam się obawiać, że znów mało kto będzie rozumiał mój angielski. W portfelu nie było juz peset ale euro, a hiszpańskie śniadania nabrało jakby lepszego smaku. Nic jednak dziwnego, odbywałam wówczas praktyki w jednym z hoteli, gdzie siłą rzeczy jedzenie musiało być odrobinę bardziej zróżnicowane.

Hiszpańskie śniadanie

Kawa, sok z pomarańczy i szynka serrano. To kolejne hity hiszpańskich śniadań. Fot. źródło flickr (cc) – Yukino Miyazawa

1. Hiszpanie jadają na śniadanie chleb właściwie tylko w postaci grzanek. Przygotowują je na bazie niemal każdego rodzaju pieczywa, nie tylko znanego nam w Polsce kwadratowego chleba do tostów.

2. Katalończycy nie mogli sie nadziwić, dlaczego kroiłam pomidora na plasterki i potem kładłam go na kanapkę, soląc, posypując pieprzem i dodając cebulkę. W tym hiszpańskim regionie pomidora kroi się zazwyczaj na pół i po prostu wciera w tosta. Na kanapce jest więc pomidor, ale w formie “mazi”, a nie całych kawałków.
Pan tumaca

Pan tumaca, kataloński sposób podawania grzanki z pomidorową mazią. Fot. źródło flickr (cc) – JaulaDeArdilla

  • “Południowiec”
  • “Nordyk”
  • “Ze Wschodu”

Zjedz śniadanie, a powiem Ci skąd jesteś 

  • “Południowiec”: Jeśli śniadanie wydawane jest od 07:30 do 10:00, to “Południowiec” pojawia się o 10:01. Oczywiście wchodzi do restauracji jak gdyby nigdy nic, z rozbrajającym uśmiechem, bo przecież “nic się nie stało”. Pomimo stosu talerzyków, jakie przynosi na stół, tosty, croissanty i owoce rozkłada bezpośrednio na obrusie, krusząc wszędzie niemiłosiernie. Na stole zostawia od groma talerzy, oczywiście w nieładzie. Na dokładkę, popija kawę i plotkuje do południa. Ogólnie restauracja staje się wówczas dość gwarna. Typ nielubiany przez obsługę ze względu na pozostawiany bałagan i spóźnialstwo.
  • “Nordyk”: O 7:15 zobaczyć go można przez okno, jak walczy z innym “Nordykiem” o najlepszy leżak. Zanim restauracja będzie otwarta, w ciszy i skupieniu stoi już pod drzwiami. Ciszy nie przerywa nawet jego wejście do restauracji. Je i wychodzi szybko, ale przed wyjściem układa jeszcze talerze w jeden stosik, żeby kelnerowi było łatwiej sprzątnąć stół. Zanim na dobre zacznie świecić słonce, leży już na leżaku i opala się czytając książkę, tudzież “Der Spiegiel”. Nie denerwuje obsługi hotelowej. Typ zostawiający często napiwek.
  • “Ze Wschodu”: Dość punktualny gość hotelowy, przy tym bardzo kulturalny. Jest nieco bardziej wyluzowany niż typ Nordycki. Zwykle również układa talerzyki w stosik, ale nagminnie wynosi jedzenie w kieszeniach. Denerwuje kelnerów tym, że na talerze nakłada więcej niż jest w stanie zjeść. Nie dość, że marnuje się jedzenie, to jeszcze jest więcej do sprzątania.

Już niedługo więcej na temat śniadań w Hiszpanii