Seleccionar página
Dzban z wodą

Hiszpański dzban z wodą. Fot.(cc) – alpoma

– Czy po kilku latach na emigracji Hiszpania może jeszcze mnie czymś zaskoczyć? Jasne, że tak! Kiedy najmniej się tego spodziewam, pojawia się…dzbanek z wodą. I mimo pragnienia – nie wiem co z nim zrobić. To było w zeszłym roku, gdzieś w maleńkiej wiosce pod Sewillą. Na zegarku 16:50 – pora sjesty. Nie miałam pewności, czy jakikolwiek bar będzie w ogóle otwarty. Z nieba lał się żar, a ja chciałam tylko przycupnąć pod jakimś leniwie kręcącym się wiatrakiem z butelką zimnej wody. – O! jest knajpka – odetchnęłam z ulgą – zanurzając się w oparach gryzącego dymu papierosowego i zapachu anyżówki.

– Agua, por favor – grzecznie poprosiłam o wodę spalonego od słońca, leciwego kelnera. – Botijo – odpowiedział lakonicznie i wrócił do zmywania naczyń.
Gliniany dzbanek czyli botijo

Gliniany dzbanek czyli “botijo” Fot.(cc) – domibrez

Gdyby to wszystko działo się w kreskówce Disneya, nad moją głową pojawiłaby się chmurka z wielkim znakiem zapytania. Tymczasem czułam, że na twarzy musiała pojawić się u mnie mieszanka między zakłopotaniem i zaskoczeniem.

Botijo, botijo – oto przybył mój – tak na oko osiemdziesięcioletni –  wybawca, trzymając w dłoni gliniany dzbanek, który stał wcześniej z pół metra ode mnie, na barowej ladzie. – Tu, beber, agua, botijo – najwyraźniej pan zwietrzył, że ja nie tutejsza i postanowił do mnie mówić bezokolicznikami. – No, ok, tylko jak się z tego pije?! – pomyślałam lekko spanikowana.
Jak pić z botijo

Jak pić z botijo? Ano tak! Fot.(cc) – enplaytime

Chwytając gliniany dzbanek, zauważyłam wlepionych we mnie kilkanaście par oczu. – Po prostu super, coś w sam raz na popołudniową nudę, obejrzeć obcokrajowca nieradzącego sobie z glinianym dzbankiem – pomyślałam coraz bardziej rozbawiona sytuacją.Skoro z dzbanka pić może każdy klient baru, trzeba uważać, żeby nie dotknąć dziubka. To po pierwsze. Po drugie – trzeba uważać, żeby się nie oblać. Po trzecie – ale to już dla zaawansowanych – najfajniej, jak do gardła wlewamy płyn z dużej wysokości. Jak się domyślacie, punktu trzeciego nie spełniłam, z pierwszymi dwoma jakoś sobie w końcu poradziłam.Z ideą “po co brudzić piętnaście szklanek, jak można napić się z jednego dzbanka“, ponownie spotkałam się kilka tygodni temu, w spalonej od słońca wiosce niedaleko Walencji.

Tym razem było to szklane naczynie o długim dziubku wypełnione winem. Poznajcie drugiego bohatera dzisiejszego wpisu: el porrón.

Co to jest porrón

A oto i “el porrón”. Fot. (cc) – Carlos Lorenzo

Znajomy zaprosił mnie na rodzinny, niedzielny obiad do posiadłości rodzicow znajdującej się wśród gajów morelowych. Jak przystało na takie okazje – szczególnie w okolicach Walencji – pan domu szykował ogromną paellę.
Paella w Walencji

Paella na 15 osób, z karczochami, fasolką i miesęm z królika…

Gdy ryż miarowo bulgotał na małym ogniu, cała rodzina – na stojąco- zebrała się na tarasie, przy niewielkim  drewnianym stole. A na stole…jeden dzbanek wina i talerzyki z solonymi migdałami. Czas na aperitif!
Co to jest porrón

Jak pić wino z “el porrón”. Fot (cc) – Mr.Beattie

Nim zdążyłam się zorientować, co mnie czeka, szklany dzbanek – niczym fajka pokoju – zaczął krążyć wśród domowników. Ku mojemu zdumieniu, niektórym udawało się wlać wino do gardła z prawie półmetrowej odległości między ustami, a dzbankiem. Prawdziwe mistrzostwo! Ja nadal należę do grona amatorów – debiutantów.Przez jakąś godzinę, domownicy stali, żartowali, podwali sobie przechodni dzban. Aż w końcu nadeszła pora, by zanurzyć widelec w apetycznej paelli…Jestem ciekawa, czy podoba Wam się ta hiszpańska idea dzielenia – picia i jedzenia (tapas!) z jednego naczynia?