Seleccionar página
źródło flickr (cc) – quikelopez
Gibraltar ma najbardziej intrygujące lotnisko w całej Europie
Żeby dostać się do miasta trzeba  przejechać lub przejść pieszo drogę, która…krzyżuje się z czynnym pasem startowym.Innej opcji nie ma.
Gdy  zbliża się pora startu lub lądowania – opadają szlabany i droga przecinająca pas zostaje zamknięta. Przy odrobinie szczęścia, z odległości kilkunastu metrów zobaczymy rozpędzający się i ciężko wzbijający się w powietrze samolot.
Równie interesujące jest obserwowanie startu lub lądowania samolotu z jednego z wielu punktów widokowych wznoszącej się ponad 400 m n.p.m. gibraltarskiej Skały.
Po środku widać ciągnący się ku morzu pas startowy. Przecinająca go żółta nitka, to jedyna droga dojazdowa do miasta, źródło Google Maps
– Madame, proszę się nie zatrzymywać. Proszę iść dalej – w pierwszej chwili nawet nie zorientowałam się, że stojący jakieś kilkanaście metrów ode mnie policjant z megafonem mówił  właśnie do mnie. Bo niby dlaczego?

Stałam pośrodku gibraltarskiego pasa startowego z aparatem w ręku i z rosnącym napięciem fotografowałam Boeinga, który najwyraźniej za kilka chwil planował odlot.

Gibraltarska Skała – żeby do niej dojść, trzeba przeciąć ruchliwy pas startowy
Silniki były włączone, w powietrzu unosił się zapach kerozyny, a ostatni pasażerowie wspinali się po metalowych schódkach na pokład.
Przecinając pas startowy…
– Powtarzam, proszę iść dalej, proszę przestać robić zdjęcia – dopiero teraz doszło do mnie, że pół Gibraltaru mogło usłyszeć policyjną komendę skierowaną do mnie.
Posłusznie – bo po co narażać się policji Jej Królewskiej Mości – zeszłam z pasa za niepozorną, metalową barierkę. Przy barierce i szlabanach ustawiono sygnalizację świetlną regulującą ruch pieszy i kołowy na pasie startowym.
A przy barierkach napis informujący że za barierkami jest czynny pas startowy i…żeby przejść go szybko
– Będzie startował, czy nie? – z rozmyślań nad wstydliwym incydentem na lotnisku wyrwał mnie wysoki Niemiec, który podobnie jak ja nie mógł się wprost doczekać osławionego widoku wzbijającego się nad Gibraltar samolotu.
– Chyba tak…ale nie wiem za ile – wszystkie znaki na niebie wskazywały, że jednak dość niedługo.
Po dwudziestu minutach oczekiwania opadły szlabany, a znajomy mi pan policjant – ten od megafonu – zaczął przeganiać z pasa ostatnich turystów.
Można było się poczuć, jak przed przejściem kolejowym. No, może z takim wyjątkiem, że tuż za szlabanami kolejowymi nigdy nie widziałam…kolczatek. Tutaj tak, choć grubością nie porażała. Pan policjant przerzucił ją zamaszystym ruchem na całą szerokość drogi.
Szlaban w dół, kolczatki w ruch…zaczyna się!
Po kolejnej chwili, huk gotowych do startu silników zagłuszył wszystkie inne dźwięki dochodzące z lotniska i pasa startowego. Potem wszystko potoczyło się już bardzo szybko.

Samolot wycofał się z miejsca, w którym był zaparkowany, skierował się na lewą stronę pasa, zakręcił i kilka chwil później odkleił się ciężko od asfaltu i poszybował w górę. 

Podczas gdy samolot kołuje… pan policjant czujnie pilnuje, by nikt nie wtargnął na pas
Samolot tuż przed oczami sporej grupki osób zaczyna wzbijać się w powietrze
I wyżej i wyżej….
Aż wszystko wraca do normalności…policjant ściąga kolczatki i można w końcu pójść do miasta na zakupy
Mam nadzieję, że podobała Wam się wycieczka…na pas startowy Gibraltaru. Jeśli pozostał Wam niedosyt, zapraszam TUTAJ i TUTAJ – opisuję moje zeszłorocze wrażenia ze zwiedzania Gibraltaru.