Seleccionar página
Flaga Portugalii

Zbliża się mój pierwszy weekend w Portugalii!

Jeszcze tylko dziewięć godzin i oficjalnie zaczynam weekend! Dwa dni bez klawiatury  przydadzą się, oj tak! Tym razem wybieram się do Portugalii odwiedzić Ewę, autorkę blogu Dalekoniedaleko. Właściwie to już prawie ostatni okazja żeby się spotkać przed jej powrotem do kraju i następnie kolejną turystyczną przygodą w Tunezji. Od dłuższego czasu sporo czytam o południowej Portugalii. Chyba nie ma nic gorszego niż z niewiedzy pominąć najciekawsze miejsca

Startujemy w Portimão (ok.2,5h jazdy samochodem z Sewilli.) Stąd jest już całkiem niedaleko do Lagos, gdzie bardzo bym chciała wynająć lódeczkę i zwiedzić podwodne groty.Chciałabym też dojechać  na przylądek Cabo San Vicente. Byłam tam już kiedyś, ale miejsce to, ze względu na osiemdziesięciometrowe klify jest tak niesamowite, że chciałabym wrócić. Cabo San Vicente jest przepiękne zwłaszcza o zachodzie słońca.
Zachód słońca nad Cabo de San Vicente

Zachód słońca nad Cabo de San Vicente. Fot (cc) – Remon Rijper

U Ewy na blogu wyczytałam też o pysznym chlebie prosto z pieca w sosie oliwno-czosnkowo-oregano z okolic Sierra Monchique. Choćby dla tych gastronomicznych wrażeń chciałabym tam pojechać:)

A propos gastronomii, koniecznie będzie trzeba spróbować bacalhau, narodową portawę (suszony dorsz) oraz cataplane: potrawę rybną z ryżem.

O tym, co faktycznie zwiedzaliśmy w portugalskim Algarve…już za kilka dni na blogu!

O weekendowej wizycie w Algarve przeczytacie tutaj: