Seleccionar página
Hiszpanie zabrali nam piłkę i nie chcą nam jej oddać” – powiedział pan Jarosław Krzoska w TVP1. I nie mylił się. 6:0. Trochę niegościnny ten kraj. A niby tacy sympatyczni ci Hiszpanie…Ech. Choć zawsze się można pocieszać, że może to przyszli Mistrzowie Świata…Że mogło być 8:0.  Zupełnie, jak to było w ´´Sami Swoi´´: “Taki wstyyyd”…”Eeee, mogł być większy”. O czym mowa? Oczywiście, o piłce nożnej. A właściwie o meczu towarzyskim Hiszpania- Polska rozegranym wczoraj wieczorem w Murcji.

Właściwie to nie dziwie się, że Hiszpania gra, jak gra. Tu niemal na każdym kroku są stadiony i boiska o wysokim standardzie. A dzieci masowo zapisują się do klubów; klubów z dobrym zapleczem, pieniędzmi na pomoc w rozwoju. Nawet na zabitych deskami wioskach, obok kościoła, spożywczaka, i baru, znajduje się boisko na którym trenuje mnóstwo dzieciaków. O korupcji już dawno nie słyszałam.

Pozostając przy temacie futbolu, podczas wczorajszej relacji z Murcji,  po raz kolejny doszłam do wniosku, że tak jak w Polsce nie ma meczu bez zimnego piwka, tak tutaj nie ma futbolu bez…słonecznika. I już w sumie nie wiem, czy denerwowało mnie bardziej te 1:0, 2:0. 3:0…6:0…czy bardziej odgłos chrupania słonecznika…(tu nie istnieje wersja obranych sloneczników).

Bo prawdziwy Hiszpan, podczas meczu, nie obędzie się bez obgryzania słonecznika. Pamiętam moją pierwszą wizytę na stadionie FC Sewilli. Kiedy nie było okrzyków kibiców, słonecznikowy chrobot jakiś 30.000 ludzi robił niesamowite wrażenie. Serio.

Niedawno napisano w tutejszej prasie, co tam, że bezrobocie sięga 30% (!!!!), jak mamy najlepszą piłkę nożną na świecie? Może to jakaś podpowiedź dla naszego, polskiego rządu? Zainwestować w piłkę nożną, a o gospodarce zapomnieć?