Seleccionar página
Kawa w Hiszpanii

W Andaluzji niemal każdy rozpoczyna dzień od aromatycznej kawy

Chyba nie ma nic piękniejszego, jak…andaluzyjska codzienność. Nic to odkrywczego zważywszy na tytuł mojego bloga (jeszcze do niedawna brzmiał: “Andaluzja. Podróż w głąb codzienności), ale podzielę się z Wami dwoma sytuacjami, które upewniły mnie w tym przekonaniu. Owszem, lubię tutejsze fiesty, festiwale, ferie, ale to pozornie zwykłe rzeczy potrafą niesamowicie polepszyć mi nastrój.

Pierwsze dni tygodnia postanowiłam poświęcić na zaległe, urzędowe sprawy. W końcu jutro lecę na troszkę do Polski, więc jakoś nie wypadało zostawić pewnych spraw bez rozwiązania.Abstrahując od tego, że ani w banku, ani w ZUS-ie, ani Urzędzie Skarbowym nie poszło mi dobrze (a to pani była na niekończącym się śniadaniu, a to oddział przeniesiony, a to już pora sjesty i zamknięte…), miło było przeżyć dwie rzeczy.

I myślę, że w życiu właśnie o to chodzi: by mimo przeciwności, obowiązków i stresów każdego dnia, umieć się zachwycić najprostszymi rzeczami. Jakoś w Andaluzji przychodzi mi to łatwiej niż w Polsce…Czyżby znów “winna” była tutejsza słoneczna pogoda?

Poranek o zapachu kawy

Czekając w Urzędzie Skarbowym na swoją kolejkę (w sumie dwie godziny!!!) postanowiłam wyjść z budynku i trochę się przejść. Złość minęła, gdy tylko znalazłam się w pobliżu kilku barów. Co za zapach! Mieszanka cudownego aromatu kawy, cieplutkich tostów i czosnku. I ten radosny gwar!

Jak to bywa w Andaluzji, między 9:00, a 10:00 pustoszeją biura, a wypełniają się bary, gdzie Hiszpanie pałaszują tak wspaniale pachnące śniadania. Zanim sama zamówiłam moją kawkę przeszłam się kilka minut po okolicy tylko po to, by chłonąć atmosferę i zapachy. I pomyślałam sobie, że w Polsce, aromat kawy można poczuć co najwyżej na starówce, bądź innych turystycznych miejscach. Tutaj właściwie wszędzie, w każdej dzielnicy, w każdym niemal zakątku! Szkoda, że u nas nie ma takiego zwyczaju…

Uliczne domino

Gra w domino Hiszpania

Gra w domino jest w Andaluzji bardzo popularna. Źródło fot. flickr (cc) – diver2227

Wychodząc lekko zirytowana z ZUSu, miałam już wsiadać do samochodu, gdy niemal u drzwi jednego ze sklepów zobaczyłam ośmiu staruszków, tak z siedemdzięsiecio- osiemdziesięcioletnich, grających w …domino.

Byłam pod wrażeniem: tej radości życia, tego cieszenia się chwilą w gronie przyjaciół. Z wrażenia przystanęłam, uśmiechnęłam się i stwierdziałam, co tam ZUS- ja nie mam aparatu fotograficznego, by uwiecznić ten moment!!!! (z tego względu, zdjęcie obok pochodzi niestety z Internetu…). Panowie w końcu się zorientowali, że są obserwowani, ale “idę o zakład”, że nie wpadli na to, że kilka godzin później staną się bohaterami pewnego polskiego bloga…