Seleccionar página
Kopie karaweli Kolumba

Kopie karaweli Kolumba

Tierra! Ziemia!- krzyknął 12 października 1492 roku Rodrigo z Triany (Sewilla). Na statku dowodzonym przez Krzysztofa Kolumba zapanowała euforia. Wówczas marynarze jeszcze nie wiedzieli, że zamiast dotrzeć do Indii, zostali odkrywcami nowego kontynentu- Ameryki.

Pięć lat temu, gdy po raz pierwszy zwiedzałam sewiljską katedrę, chyba najbardziej zaskoczył mnie fakt, że to właśnie tutaj znajduje się grób Krzysztofa Kolumba. Tak na prawdę to nie jedyny związek Andaluzji z wyprawami Kolumba. Południowa Hiszpania jest dosłownie “naszpikowana” śladami obecności tego odkrywcy.

W mijający weekend trafiłam do trzech fascynujących miejscowości zachodniej Andaluzji: Palos de la Frontera, Moguer oraz La Rábida, w których pełno jest śladów związanych z wyprawami Krzysztofa Kolumba do Nowego Świata.

I właśnie o nich, w kontekście wypraw Kolumba, będzie w dwóch kolejnych wpisach.

 Grób Krzysztofa Kolumba w Sewilli

Grób Krzysztofa Kolumba w Sewilli

Zanim opowiem moje wrażenia z podróży, wypada najpierw przypomnieć nieco historii związanej z życiem i podróżami Krzysztofa Kolumba.

Zacznijmy od tego, że Kolumb nie jest Hiszpanem. Wbrew powszechnemu przekonaniu, odkrywca ten wcale nie pochodzi z Półwyspu Iberyjskiego, a z włoskiej Genui. Sporo czasu spędził w Portugalii, by dopiero w wieku 34 lat trafić do Andaluzji.

Mieszkając w Lizbonie pogłębiał swoją żeglarską wiedzę, zaciągając się na małe statki handlowe pływające głównie na Maderę i do Genui. I właśnie w tych czasach zakiełkowała w jego głowie myśl, że do Azji można płynąć krótszą drogą, poprzez Atlantyk. Kontynent ten fascynował Europejczyków od dawna, głównie ze względu na pochodzące stamtąd przyprawy, pachnidła i jedwabne tkaniny.
Replika karaweli Kolumba

Replika karaweli dowodzonej przez Kolumba podczas pierwszej wyprawy

Mieszkając w Portugalii, Kolumb próbował przekonać o słuszności swojego pomysłu tamtejszych władców. Nic z tego. Nikt nie podzielał jego entuzjazmu, twierdząc, że nie jest możliwe dotarcie do Indii z zachodu.

Po kilku latach starań, postanowił poszukać szczęścia w Hiszpanii. I tak trafił do znajdującej się blisko granicy z Portugalią, andaluzyjskiej miejscowości Palos de la Frontera. Był rok 1485. W Hiszpanii też wcale nie będzie łatwo. Sześć kolejnych lat nie będzie w stanie przekonać hiszpańskich władców do sfinansowania i wsparcia jego wyprawy.

W Hiszpanii miał jednak na tyle szczęście, że poznał przeora klasztoru w miejscowosci La Rabida. To dzięki jego wstawiennictwu, Kolumb dostał pozwolenie na audiencję u pary królewskiej. Ci jednak, w 1486 roku byli tak pochłonięci walką z Maurami, że niespecjalnie przejęli się planami odkrywcy. Powołali jednak komisję ekspertów, która miała ocenić plan Kolumba.

  Klasztor w La Rábida

Klasztor w La Rábida

Po latach oczekiwań, eksperci uznali, że plan Kolumba nie ma racji bytu. Załamany i zawiedziony niemal wyjechał z Hiszpanii. Na trasie jednak dogonił go królewski posłaniec. Zawiadujący królewskimi finansami Luis de Santángel, skłonił królów Hiszpanii do zmiany zdania, kusząc możliwością zdobycia z wypraw ton złota, tak potrzebnych po ciężkich walkach z Maurami.

Stało się; doszło do porozumienia między Kolumbem i parą królewską. Dnia 3 sierpnia 1492 roku, odkrywca wypłynął wraz z trzema karawelami: “Niña”, “Santa María” i “Pinta” w poszukiwaniu krótszej drogi do Indii.

Po długich tygodniach na morzu, 12 października rozległ się wreszcie  oczekiwany krzyk: “Tierra, tierra!”…Nie były to jednak Indie, a jedna z wysp Ameryki Środkowej…

Rodrigo z Triany

Tierra! Tierra!

O odwiedzonych przeze mnie miejscach związanych z Kolumbem przeczytacie we wpisie “Andaluzja- Szlak Kolumba cz.2”