Seleccionar página

Od kiedy tylko podjęłam decyzję o przeprowadzce do Hiszpanii, wielokrotnie słyszałam, że mieszkać w tym kraju, to jak być przez cały rok na wakacjach…Słoneczko, plaża, basen, palmy, fiesta, sjesta. Idąc tym tropem, od prawie czterech lat jestem na wakacjach. Brzmi nieźle, prawda?

Rzeczywistość nie jest może aż tak kolorowa, chociaż…przeczytałam kilka dni temu artykuł w prasie, w którym pisano, że w ciągu tylko samych dwóch wakacyjnych miesięcy, w Hiszpanii odbędzie się ponad 5.500 (sic!) różnych tradycyjnych, folklorystyczno- regionalnych fiest. A więc jednak? Hiszpania to tylko zabawa i sjesta? 365 dni na wakacjach?

Oczywiście i niestety, że nie, ale prawda jest taka, że “fiesty”, czyli zabawy: od rzucania się pomidorami (“la tomatina”), przez uciekanie przed bykami (San Fermines w Pampelunie), tańczenie przez tydzień flamenco, czy spektakularne święta rybaków są bardzo mocno zakorzenione w hiszpańskiej kulturze.

Mimo, że Hiszpanie pracują do późna (nie zapomnijmy, że w połowie pracy jest przerwa na sjestę- obiad), to świętowanie wszelakiej okazji jest motorem napędowym w tym kraju. I oczywiście, Andaluzja przoduje w liczbie organizowanych imprez.

Mi szczególnie podoba się tradycja organizacji “fiest” podwórkowych, zwanych “Velà”. Raz do roku, w większości, przynajmniej sewilijskich bloków, organizowane są wielkie sąsiedzkie imprezy. Są dekoracje, zrzutka na katering, tańce, karaoke. I oczywiście, zabawa do białego rana. Z takiej okazji cisza nocna nie obowiązuje!

 http://www.flickr.com/photos/malojavio/3769734274/

Niekiedy ma miejsce nawet wielkie dzielnicowe imprezowanie, tak jak na sewilijskiej Trianie z okazji Św. Anny. Już od ładnych paru dni trwają przygotowania, mimo, że do 26 lipca zostało jeszcze trochę czasu. Podczas “Velá de Santa Ana”, nigdy nie brakuje rytmów sevillanas, dobrej sherry i występów flamenco.

W zeszły piątek, natomiast, miałam okazję uczestniczyć w wyjątkowej fieście w nadmorskiej miejscowości Isla Cristina znajdującej się nieopodal granicy z Portugalią. Przez cały dzień świętowano ku czci Patronki Rybaków, “Virgen del Carmen” (Matka Boska z Góry Karmel).

Kulminacyjnym punktem była procesja z udziałem figury Virgen del Carmen. A była to procesja niezwykła, której jeszcze nigdy wcześniej na własne oczy nie widziałam. Jako, że Virgen del Carmen jest patronką rybaków, ostatni odcinek procesji z jej figurką odbył się… na kutrze rybackim.

Przez ponad godzinę, figurka, wraz z kilkoma członkami bractwa, pływała po Atlantyku w blasku zachodzącego słońca, a na nadbrzeżu tłumnie oczekiwali powrotu licznie zgromadzeni mieszkańcy Isla Cristina. Bardzo ciekawie opisuje tą fiestę Ewa, autorka najlepszego podrożniczego bloga “Daleko niedaleko”. Pełną relację z naszej wyprawy do Isla Cristina znajdziecie tutaj.

A Wy, znacie jakąś nietypową hiszpańską fiestę? Czy Wam też Hiszpania kojarzy się z niekończącymi wakacjami?