Seleccionar página
Nie..spokojnie. Osobiście nie zliczyłam aż tylu powodów. “123 powody, dla których nie jechać do Sewilli“, to tytuł książki, którą niedawno wpadła mi w ręce w ksiegarni (można też poczytać, po hiszpańsku, na www.guiasdelnoviajero.com). Autor, niejaki Jorge Molina, po kilkunastu latach próby zarobienia pieniędzy na pisaniu tradycyjnych przewodników turystycznych, wpadł na pomysł pisania anty-przewodników, rozpoczynając od stolicy Andaluzji. I chyba calkiem niezłe mu poszło.

Książkę przeczytałam w jedno popołudnie i serdecznie się uśmiałam. W tym anty-przewodniku nie ma bowiem zgryzliwości i marudzenia, a raczej wskazywanie z przymrużeniem oka na to, co turystę / emigranta w Sewilli może irytować.

Postanowiłam więc sprawdzić, ile “powodów na nie” (które często ostatecznie zmieniają się w to, co nas najbardziej przyciąga do tego miasta) potrafię zliczyć z osobistej perspektywy.

Na sam początek oberwie się…kelnerom:) Wątek spożywania posiłków o ściśle określonych porach poruszam w poście “Dekalog andaluzyjskiego nie- turysty”, niemniej jednak dziś przedstawie smutno-wstydliwe doświadczenie z ostatnich kilku tygodni…

POWOD NR. 1- Wstyd o smaku kawy z mlekiem, czyli trzy historie z mojego życia wzięte

Tydzień 1. Bar X na Gran Plaza w Sewilli. Godzina 13:30
Ze świadomością, że Sewilijczycy nie pijają kaw między 12:00, a 15:30, mimo wszystko idę do baru i zamawiam kawę z mlekiem. Na dodatek prosząc o filiżankę, a nie szlkankę (cóż, prośba taka niekiedy uważana jest za ekstrawagancję…).
Kelner o wyglądzie  młodego Antonio Banderasa parska śmiechem (dosłownie; dobrze że akurat nic nie miał do jedzenia w ustach) i mówi do mojego sąsiada zza lady: A może ty też chcesz kawę z mlekiem w filiżance? Ah nie, ty masz juz piwo. Nie kończy się śmiać, póki nie podaje w końcu kawy. Wstyd na cały bar.

Tydzien 2. Bar X na Gran Plaza w Sewilli. Godzina 14:00
Antonio Banderas znów za barem. Ponieważ pora jest jeszcze mniej ´´kawowa´´ niż tydzień wcześniej, podchodzę do barmana z zamiarem zamowienia Coca Coli, pomimo że miałam ochotę na kawę. Nim jednak zdążyłam wydusić z siebie słowo, kelner, z uśmiechem od ucha do ucha mówi: Hehe, kawa z mleczkiem w filiżance, co? Niby to tylko kawa, a stałam się osobą rozpoznawalną…W sumie nie wiadomo, czy to dobrze, czy źle:)
Chwile potem pada zdanie: a wy tam w tej Anglii to dziwni jesteście. Aha- dzięki, nie dość, że dziwna  jestem, to na dodatek, jak blondynka, od razu muszę być z Anglii. Gdy mówię, że jestem z Polski, barman znów dzieli się z ´´tłumem´´, że jestem z Polski, i że bardzo tam na pewno zimno. Wstyd na cały bar cz. II

Tydzien 3. Bar X na Gran Plaza w Sewilli. Godzina 13:50
Kelner rozpoznaje, podaje kawe. Nic nie mówi, tylko się uśmiecha. Misja zakończona. Jeden z kilkuset lokalnych barów w Sewilli został zglobalizowany 🙂

Konkluzja: Andaluzyjczycy są okrutnie schematyczni jeśli chodzi o pory spożywania posiłków i picia napojów. Aby nie narazić się na komentarze, śmiech, parskanie, tudzież inne przytyki, zawsze można iść do baru dla turystów. Ale wtedy nie poczujemy prawdziwego klimatu południa Hiszpanii, z gwarem, papierami na podłodze i najsmaczniejszymi krewetkami w czosnku:) I zapłacimy dwa razy więcej!